|
Blog > Komentarze do wpisu
Yahoo What’s up?: czyli koniec modelu biznesowego portaliTo smutne, ale wszystko prowadzi do nieuchronnej konkluzji – Yahoo prawdopodobnie w perspektywie kilku, kilkunastu miesięcy przestanie być niezależnym podmiotem. Ostatnia zmiana szefa Yahoo nastąpiła co najmniej o dwa lata za późno. I nie chodzi mi tutaj o kwestie personalne, ale raczej o sposób patrzenia na biznes internetowy w ogóle. Ustępujący szef Yahoo Terry S. Semel, był dobrym i sprawnym managerem z określoną wizją prowadzenia biznesu. W świetle rosnącej konkurencji Google robił co mógł aby prowadzić swoją firmę możliwie dobrą drogą. Jednak w internecie poza umiejętnościami managerskimi, które są niezbędne (jak w każdym biznesie) liczy się jeszcze wizja i coś co ja bym określił jako „drive”. Nie odmawiam Semel’owi wizji, ale to co istotne, w przedsięwzięciach internetowych to konieczność ciągłego projektowania tej wizji na nowo. W biznesie internetowym trudno mówić o wymiarze strategicznym planowania, przynajmniej w tradycyjnym ujęciu. To niezwykle trudne, ponieważ tak naprawdę należy przewidywać trendy i wdrożenia najdalej w perspektywie dwóch lat. To niezwykle krótki okres czasu, zwłaszcza z punktu widzenia tak ogromnych podmiotów jak Yahoo czy Google. Niezwykła konkurencyjność internetu nie pozwala na jakiekolwiek błędy i opóźnienia, co oczywiście rodzi napięcia wewnętrzne w organizacjach oraz wytwarza presję zewnętrzną. Czas jest głównym wrogiem przedsięwzięć internetowych. W czasach koniunktury nawet pieniądze nie są problemem. W pewnym stopniu czas może zostać zastąpiony nakładami finansowymi ale nie zawsze. Właśnie na tym wąskim odcinku rozgrywa się obecnie rywalizacja. Semel’owi zabrakło wizji i pewnego rodzaju samobójczej odwagi. W internecie większość przedsięwzięć które odniosły spektakularny sukces, na samym początku postrzegane były jako mało racjonalne biznesowo lub w ogóle nie miały żadnych planów finansowania. Przykład amerykańskiego portalu dobrze to ilustruje, ponieważ Yahoo jest na świeczniku. Dobrym przykładem podejścia o którym mówię, jest Google, który stara się ciągle zarządzać w taki sposób, aby jego ponad 10 tysięczna organizacja nie zaczęła zjadać własnych wizji. To niezwykle trudne i całkowicie sprzeczne z tradycyjnym hierarchicznym modelem organizacji. Ale takie firmy odnoszą właśnie sukcesy, małe skoncentrowane zespoły realizujące poszczególne cele. Takiej "struktury" nie da się koordynować ani optymalizować - i o to waśnie chodzi. Myśląc o tak krótkiej „strategicznej” perspektywie nie ma innego wyjścia, trzeba cały czas podążać na najdrobniejszymi impulsami płynącymi z rynku. Semel zatracił ten kontakt po 2,3 latach swojego zarządzania w Yahoo. O ile jego podejście jeszcze parę lat temu (w erze portali) było całkiem słuszne, o tyle przegapił wyszukiwanie, społeczności i parę innych trendów. Nie zauważył odpowiedznio wcześniej, że jego model już się wyczerpał. Dzisiaj tworzenie społeczności, wyszukiwarek czy nawet serwisów wideo nie ma już sensu, te rynki są już zajęte. Dlatego prawdopodobnie dla Yahoo zrealizuje się scenariusz związany z połączeniem z Microsoft, MySpace lub innymi podmiotami. Tylko w taki sposób można przenieść potencjał zbudowany przez ostatnie lata przez Yahoo w przyszłość. Dla mnie odejście Semel’a oznacza symboliczny koniec modelu biznesowego portali. Internet się zmienił. środa, 20 czerwca 2007, domino00
TrackBack
|
|