|
Blog > Komentarze do wpisu
Marka tradycyjna w sieci, czyli "Houston mamy problem"Tak. To częste, żeby nie powiedzieć nagminne zjawisko. Tradycyjne marki, prężące muskuły w offline'owym biznesie, zgarniające nagrody we wszelkich konursach marketingowych, czy to BTL czy ATL, często nie istnieją w wyszukiwarkach (SEO), posiadają drętwe korporacyjne strony i popełniają szkolne błędy w internecie. Przykładów firm i branż można mnożyć. Zazwyczaj firmy typu brick and mortar wynajmują doradców, sieciowe agencje ATL i domy mediowe za ciężkie pieniądze. To wszystko wygląda jednak jak śliczna fasada podpierana od tyłu patykami i trzymająca się na sznurkach. W internecie po prostu widać, czy ktoś "wie, o co chodzi". Najczęstsze "grzechy" - choć może lepiej powiedzieć: zaniedbania - okretów flagowych polskiego biznesu:
Często rozmawiam ze sfrustrowanymi, hmm... wycofuję - już raczej pogodzonymi z tym stanem rzeczy przedstawicielami agencji interaktywnych, domów mediowych czy innych firm usługowych wobec reklamodawców. Z jednej strony największe firmy dysponują dużymi budżetami - więc najlepiej się "nie wychylać", choć i tak w rzeczywistosci wiemy, że można (przy tym potencjale i pozycji) zrobić wszystko znacznie lepiej. Tylko chyba nikomu na tym nie zależy. A potem wszyscy się dziwią, czemu różne biznesy internetowe odnoszą takie sukcesy - między innymi po prostu dobrze "odrabiają lekcję" tego, co trzeba zrobić w sieci. czwartek, 13 marca 2008, domino00
TrackBack
Komentarze
2008/03/13 13:31:00
Moim zdaniem nie do konca wina braku innowacyjnosci lezy po stronie zlozonosci korporacyjnej danego podmiotu. Raczej z samym problemem tego, ze duzo ludzi po prostu poddaje sie w zalewie nowosci i informacji, ktore codziennie (lub w najlepszym wypadku co kilka dni) musi taka dawke wchlaniac. Czesto takie firmy nie nadazaja z wlasnej winy poporzez nieodrabianie domowych lekcji :). A co do utozsamiana ePRu z pseudoaktywnoscia na forach, to fakt - zenujace.
2008/03/13 20:17:30
Korpo myśli tylko przez pryzmat duzych budżetów i zasięgów.
Najlepiej tez nikomu sie nie narażać i dotrzeć do jak najwiekszego spektrum. W końcu trzeba byc marką masową? :) Czy wogóle wiemy kim jest nasz klient i jakie podejmuje decyzje zakupowe? Internet? Długi łańcuch pokarmowy, rozmyta odpowiedzialność - skutkują że ew. niekonwencjonalne czy szybkie działania nie są wskazane. I tak odcinane sa wszystkie "ryzykowne" działania np. virale, działania ze społecznosćiami. Po co narażać się... prasa, radio i TV jest przecież lepsze. (...) Sorry, ale takie firmy nie bedą jeszcze długo działać na zasadzie - sledzimy to co dzieje sie na forach, blogach, w googlu (pozycjonowanie czy adwords). Po co? Lepiej kupić 250/500/1000 grp na tydzien w telewizorze i spokojnie cieszyc się że znowu została wykonana dobra robota. Ale nie wszystko jest po tamtej "stronie... Z autopsji i rozmów ze znajomymi marketerami powiem ze w kwestii odbioru branży "interaktywnej" wymienia sie jako problemy: brak dokładnych badań (albo złe ich przedstawiane), analizy w powijakach, słaby dział account i traffic, bełkot i komunikacja "pseudoslangiem interaktywnym" prowadząca do braku zrozumienia, infantylny "mesjanizm internetowy", brak myślenia strategicznego w kategorii marketingu zintegrowanego... duzo rzeczy do ulepszenia. Wiec, prawda jest gdzieś "pomiedzy". 2008/03/15 11:01:18
Myślę, że zwalania winy na agencje czy domy mediowe "z misją" czy po prostu posługujące się nowomową to raczej szukanie wytłumaczeń - duże firmy, duże budżety - nie są skazane na współprace z kimś kto im, mówiąc najkrócej - nie odpowiada.
Z drugiej strony taka sytuacja (ignorowania sieci) uderza w każdą organizację - mówi się, że każda firma jest tak silna jak jej najsłabszy element. Przykłady leżą pod ręką - po co nam droga kampania w telewizji, skoro zachęcony klient nie będzie mógł znaleźć informacji o produkcie, sklepie, czy cenie w sieci? W takiej sytuacji pieniądze przepływają pomiędzy palanami... 2008/03/15 14:44:12
Totalnie odporni na interaktywny trend, raczej nie osiagną sukcesu w promowaniu swoich marek. Wiec o nich lepiej nie mówić :) Zawsze mogą ew. zareagowac ksiązeczką czekową i stać się "adwokatami zmian" (ironia).
Wracając do interaktywnych - wiele tych podmiotów "z misją" nie zawsze potrafi poza swoim mesjanizmem pokazać realnych zmian które dzieją się na rynku w sposób zrozumiały. Zmiany dzieją się każdego dnia. Konsument inaczej konsumuje media niz kiedyś, inaczej czuje marke & emocje z nimi związane, inaczej szuka o nich informacji, inaczej podejmuje decyzje zakupowe. Wiec, powoli - nie ma się co stresować, zniechecać. Ignoranci sami wypadną z rynku, albo zostana zmarginalizowani. A jak ludzie lubią nieefektywnie wydawać pieniądze, no cóż - każdy może palić studolarówkami w piecu. :) Koleje i stalownie tez kiedys były wielkim przemysłem, a dzisiaj dogorywaja na śmietniku historii. |
|
Po drugie - net to jednak komunikacja dwustronna. Dom mediowy ani agencja interaktywna nie poprowadzą jej nigdy - bo od lat ich biznes polega na myśleniu kategoriami techniczno-zasięgowymi. W sieci trzeba zawsze grać co najmniej duetem - PR odpowiada za wszystkie wejścia-wyjścia, kontent, komunikację, a interaktywna za techniczną stronę zabawy. A najczęściej z tego typu zleceniami Klienci wędrują jednak do interaktywnych. Wpadło mi w ręce parę takich prezentacji - w jednej z nich była np. propozycja "ePR-u" polegająca na "moderowaniu niezależnych forów internetowych" czyli de facto dopisywaniu do nich anonimowych komentarzy.... komentarz chyba zbędny