|
Blog > Komentarze do wpisu
Student na praktyce, czyli po co komu nauka
Czyli stara, ale znana prawda, że student praktykę mieć musi, ale za bardzo się napracować, to niekoniecznie...
Niezwykle często jestem "atakowany" przez uczelnie w kwestii "załatwienia" praktyk dla studentów, głównie kierunków ekonomicznych. Zawsze na miarę możliwości staram się pomóc, mimo wiedzy - że raczej nie ma co liczyć na tak zwane "zaangażowanie". Jednak w ostatnich miesiącach, coraz częściej słyszę od samych wykładowców, że "tak najlepiej, to coś takiego, żeby studenci nie musieli dużo robić, bo wiadomo, że studentowi to nie bardzo się chce...". Zastanawiam się, czy to upadek uczelni i systemu edukacji w ogóle, czy wina studentów (leniuchów). Winę można zapewne przerzucać - nudne wykłady na tyle znudziły żaków, że chcą już tylko mieć "zal", dyplom i udać się skocznym krokiem na rynek pracy, czy obwinić całe młode pokolenie "telewizji i gier wideo" o generalne odrzucenie jedynie słusznego systemu wartości. Dla mnie to właściwie wszystko jedno. Zastanawiam się tylko gdzie podziała się ludzka chęć poznawania, dążenia, ciągłej nauki i zgłębiania otaczającego nas świata? TAGI: system edukacja nauka praktyka piątek, 21 marca 2008, domino00
TrackBack
Komentarze
2008/03/21 22:26:10
Zgadzam się z przedmówcą i jego klasyfikacją studentów:)
Natomiast trzeba uczciwie powiedzieć, że poziom polskiego szkolnictwa także pozostawia sporo do życzenia. Zdecydowanie za dużo teorii a za mało praktyki. Ogromne ilości materiału, który bardzo rzadko przydaje się w późniejszej pracy zawodowej. Sporo tych problemów wynika moim zdaniem ze słabej współpracy edukacji z biznesem. W efekcie ośrodki edukacyjne są coraz mniej przystosowane do wymagań biznesu. Nie dość, że nie współpracują i nie sprzedają swojej wiedzy biznesowi, to jeszcze nie są w stanie wypuścić na rynek absolwentów z praktyczną wiedzą i umiejętnościami. Generalnie marnuje się ogromny potencjał:(
Gość: Student, cpn106.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/22 00:48:38
Witam,
Pozwolę sobie pierwszy raz wypowiedzieć się tutaj. Od razu zaznaczę, że jestem studentem. Aktualnie wspomnianych wyżej studiów ekonomicznych. Podział na dwie grupy studentów, z pierwszego komentarza, jest niezgodny z rzeczywistością. Studenci, którzy pracują pracują bo albo: - muszą by sfinansować nauke - albo mają studia, które wymagają tylko wysiłku przez dwa tygodnie w sesji. (Ogromna większość studiów humanistycznych, one nie rozwijają wcale! Są zbyt łatwe, nudne, powtarzane w kółko i niepraktyczne. Mówię to jako osoba która "uzyskała" dyplom licencjata na UW. Nie wiem co pracodawcy cenią w jej absolwentach szczerze mówiąc. Ale to dygresja.). Jak studia nie wymagające i pomysłu na organizacje wolnego czasu w kreatywny sposób nie ma to do pracy! Ambitna ona nie będzie, ale też nie o to chodzi, chodzi o to by coś robić bo inni też ciągle coś robią jak widać w opisach na Gronie :| Planu w tym nie ma, chodzi o to by kolejny dzień mieć zapełniony bo wtedy nie ma wyrzutów sumienia. - albo uczestniczą w wyścigu szczurów już od liceum i realizują punkt po punkcie wizje siebie wykreowaną X lat temu. Studenci z punktów 1. i 3. nas nie obchodzą tutaj. Punkt 2. to Ci studenci "co nie robią dużo". Bo nie mają pomysłu na siebie, zbyt są zajęci utrzymywaniem tempa codziennego życia. "Zastanawiam się tylko gdzie podziała się ludzka chęć poznawania, dążenia, ciągłej nauki i zgłębiania otaczającego nas świata?" - W studenckich kołach naukowych. (poważnie ;] ) Niektóre na prawdę coś robią, w moim - a jestem szeregowym członkiem i mogę ocenić obiektywnie - w ciągu dwóch semestrów zrobiono ~8 dużych projektów. Z czego niektóre zawitały nawet do mainstremowych mediów. Tam dużo się nauczyłem, więcej na pewno niż jako asystent od przynoszenia kawy. - w organizacjach naukowych które łączą przyjemne (imprezy i wyjazdy integracyjne) z pożytecznym (organizacja tychże, organizowanie własnych projektów, itp) - w jakichś niszowych społecznościach (nie macie pojęcia ile osób administruje własnymi jakimiś społecznościami zainteresowanymi jakimś niszowym hobby) Ja aktualnie nie pracuje. Studia moje - już Bogu dzięki nie humanistyczne - jak bym je skompresował to by zajęły 2,5 dnia. Czyli luz ale biorę czynny udział w każdym z tych trzech aktywności powyżej i muszę używać zaawansowanego organizatora czasu w stylu GTD by się wyrobić ze wszystkim :) Wierzę, że takich ludzi jest więcej. Znam ich kilkunastu, wierze, że jest ich więcej. PS. Trochę mnie zdziwiło, że na praktyki zgłaszają się studenci "głównie kierunków ekonomicznych". Spodziewałbym się jakiegoś zarządzania, marketingu czy socjologii.
Gość: Radek, hc35a6b51.cli.nitronet.pl
2008/03/22 12:13:46
"PS. Trochę mnie zdziwiło, że na praktyki zgłaszają się studenci "głównie kierunków ekonomicznych". Spodziewałbym się jakiegoś zarządzania, marketingu czy socjologii."
Kierunki, które wymieniasz są jak najbardziej ekonomiczne (mówię o zarządzaniu i marketingu). Właśnie kończę Zarządzanie o specjalizacji marketing, więc mogę coś na ten temat powiedzieć. Odnośnie tematu, Dominiku, zaskoczyłeś mnie tym artykułem, nie spodziewałem się, że uczelnie mają takie podejście: "tak najlepiej, to coś takiego, żeby studenci nie musieli dużo robić, bo wiadomo, że studentowi to nie bardzo się chce...". Wielu moich znajomych zaczyna/zaczynało od praktyk na 3,4,5 roku inie wyglądało to w ten sposób. Nie wyobrażam sobie, żeby zostać zatrudnionym w ramach praktyk i nic nie robić, wtedy po co są te praktyki? Starata czasu, lepiej w tym czasie gdzieś wyjechać i wypocząć. Mi udało się w ostatnie wakacje dostać na ciekawe praktyki, ku mojemu zaskoczeniu były dobrze płatne, wszyscy traktowali mnie jak równorzędnego pracownika, mimo, że umowa była na 3 miesiące. Przełożonej zależało żeby praktyki dały mi jak najwięcej wiedzy praktycznej, wysyłała mnie na szkolenia, badania rynku, a ja odwdzięczyłem się pracowitością. Miło wspominam ten okres i każdemu studentowi życzę właśnie takich praktyk. Odnośnie podziału studentów, zgadzam się z tym, że są tzw. leniuchy, które przez cały okres imprezują, nie aktywizują sie zawodowo, ale moim zdaniem aktywność zawodowa studentów związana jest często z okresem studiów. W moim przypadku, na początku, spokojnie mogłem siebie nazwać leniuchem, a to tylko dlatego, że nie widziałem niczego interesującego w moich studiach. Później, na 3, 4 roku zaczęły się pojawiać ciekawsze przedmioty, które mogłem powiązać z zainteresowaniami i pracą. Grunt to znaleźć podczas studiów coś interesującego i później rozwijać się w tym kierunku zawodowo:) 2008/03/22 12:27:02
Cóż, mnie także to dziwi. I trudno mi to jest oceniać obiektywnie. Sam przeszedłem przez 4 różne uczelnie i kierunki - niczego do końca nie skończyłem bo umierałem z nudów (nie licząc 2 letniej szkoły tv-teatralnej).
Na ostatnich studiach (wytrzymałem 4 semestry - zarządzanie) - szkoła płaciła mi stypendium naukowa za wyniki - ale tak beznadziejnie łatwo było mieć średnią powyżej 4.75, że mnie to znudziło - a wiedzy z tego żadnej. Druga obserwacja (a propos leniuchów ;) była taka, że dla mnie najfajniejsze przedmioty to ekonometria, statystyka, rynki finansowe, etc. - czyli dokładnie odwrotnie niż wszystkich innych. Były trudne i można było sie czegoś fajnego nauczyć. Dlatego postanowiłem, że będę sam studiował. Papier mi niepotrzebny (wole po prostu coś wiedzieć) - a teraz i tak uczenie zapraszają mnie w roli wykładowcy. Najważniejsze to się nie poddawać i dążyć do celu, nawet dziwnymi drogami. 2008/03/22 13:35:56
Musze sie zgodzic z Vroobelkiem. Jest tak jak opisales. Warto dodac, ze biorac pod uwage moje doswiadczenie (student ostatniego roku pewnego srednio ciekawego uniwerka), tych aktywnych jest moze 10-15% studentow. Akurat tak sie sklada, ze sam sie zawieram tej grupie pracujac od pierwszych lat studiow, a nawet wczesniej. A sam przebylem podczas studiow trzy praktyki nie bylo to zadne obijanie sie. Ostro zapierdzielalem 4-5 dni w tygodniu. Choc roznorodnosc ofert i mozliwosc wyboru ciekawych rzeczy pozostawia wiele do zyczenia. Moim zdaniem na uczelniach jest za duzo wiedzy naprawde zbednej, a za malo rzeczy praktycznych. O dublowaniu sie przedmiotow na kolejnych latach (tylko pod nieco inna nazwa) juz nie wspominam.
Wiecej powinno byc prac w mniejszych grupach, cwiczenionych. Wiecej aktywnosci, uczenia ludzi wspolnie rozwiazywac jakies problemy, a mniej bla bla bla, czy marketing to to, czy czasem cos innego. Marketing podalem oczywiscie dla przykladu. Na wielu uczelniach np. zlikwidowano logike, a moim zdaniem to kwintesencja tego, czy ktos na studiach bedzie wyrozniajacym sie studentem, czy tez nie. Przyznam sie ze przez piec lat studiow totalnie wynudzilem sie studiami. Dopiero niektore przedmioty fakultatywne na 4 roku z zakresu retoryki, erystyki w jakis sposob podzialaly, ze zaczelem chlonac wiedze ze studiow. Bo i tak wiecej ucze sie samodzielnie, anizeli z tych rzeczy, ktore podaja mi na uniwerku. Adamus poruszyl wazny problem. Braku wspolpracy pomiedzy uczelniami a potencjalnymi podmiotami gospodarczymi. Mozna by nawet nazwac to skandalem, ze do tej pory nic sie nie zrobilo z tym na skale ogolnopolska. Bo tak w ogole to moim zdaniem praktyku na uczelniach (ale po nawiazaniu scislej wspolpracy z firmami) powinny miec miejsce od 2 roku. 1 rok to wiadomo odsiew, selekcja tych, co sie na te studia nie nadaja ;). Co do zdobywania wiedzy przez samorzady lub kola naukowe. Samorzady to czesto jedna wielka patologia. Z kolami naukowymi jest roznie. Niektorzy z nich sa, by pozniej po studiach pochwalic sie, ze dzialalo sie podczas studiow. Doswiadczeniem jest takze byciem starosta grupy roku. To uczy odpowiedzialnosci, sumiennosci i terminowosci oraz uodpornia na rozne chimery wykladowcow ;-). Czesto problemem samych studentow na uczelniach jest to, ze nie maja wizji tego, co chcieli by robic po studiach. 2008/03/22 14:18:01
Ja mam problem nie tylko z praktyczną strona studiów, ale także z teoretyczną. Znowu wracając do zarządzania - poza tak oczywistymi jak matematyka, większość "zawodowych" przedmiotów dotyczyła nie zarządzania ale historii zarządzania - i to takiej dosyć odległej, powiedziałbym z punktu widzenia realiów rynkowych - prehistorycznej.
2008/03/23 22:08:40
Nie wiem, czego to jest skutek, ale oglądając to z drugiej strony katedry nie jestem dobrej myśli. Jestem z tych, którzy uważają, że student powinien umieć nie tylko stukać w klawisze, ale też umieć i rozumieć, jak się podobne zadania rozwiązywało w erze przedkomputerowej. Niestety, coraz częściej nadziewam się na pytanie, "po co?", na które nie potrafię znaleźć dziś dobrej odpowiedzi. :)
2008/03/26 18:28:49
@roman_j
"po co?" - odpowiedź pojawia się tak naprawdę po latach od ukończenia szkoły. Po to, żeby umieć policzyć ile to jest wartość netto, bez vatu przy zadanej wartości brutto. Śmieszne? a pewnie, ale ostatnio się spotkałem z taką sytuacją właśnie i niewinnym tłumaczeniem, że 'przez 5 lat moich studiów nie miałem styczności' (a owe 5 lat przepędził na kierunku z gospodarką w nazwie). odebrałbym dyplom. każdy, niezależnie od tego czy historykowi sztuki czy nauczycielowi w-f. @domin00 setki jak nie tysiące godzin spędzonych na studiach i prawie zawsze pytanie podobne: czy kiedykolwiek to się przyda, przecież to brednie dziadków. Dziś mam jedną refleksję: brednie, z których nie skorzystamy wprost, ale kształtują nasz pogląd, zmuszają do zajęcia stanowiska, aktywności jakiejś w końcu. Tego się nie da przekazać ot tak - na kursie, który przekaże samo 'mięso' w aspekcie wiedzowym. Kolega Student powyżej podniósł kwestie aktywności zarówno w organizacjach studenckich jak i małych społecznościach - pełna zgoda, pod warunkiem, że: - celem organizacji nie jest promocja własna jej członków, czy 'kierownictwa'. Jak to wyglądało jeszcze kilka lat temu, a zwłaszcza na uczelniach ekonomicznych - ja wiem, aktywni zapewne też, - komuś się chce coś zrobić, a nie utyskiwać na opiekunów organizacji, uczelnię czy ten zafajdany cały biznes, który nie chce z Wami, kwiatem intelektualnym młodzieży współpracować... A biznes nie zawsze chce, bo czasem ręce opadają jak na spotkaniu 'z biznesem' 100 zawodników na sali (nawet jakieś zajęcia im przepadły w tym czasie), 2 osoby aktywne jako tako (w tym jeden fascynat Irlandii widzianej z perspektywy zmywaka, jako jedynej drogi rozwoju osobistego), a reszta zupełnie niezainteresowana. Drugi przykład byłby jeszcze słabszy, więc pominę taktownym milczeniem. Następnym razem 'biznes' się zastanowi 3 razy czy poświęcić swój czas na zajęcia bardziej praktyczne dla studentów. Przepraszam, że mocno mentorsko, ale: Panie i Panowie Studenci - nie wierzcie w brednie wykładowców. Wcale się nie będą o Was bić na rynku rzucając propozycjami pracy za dziesiątki tysięcy pln - dot. znakomitej większości z Was. Swojej wartości i przydatności trzeba dowieźć, choćby na praktykach, stażach. eh, rozpisałem się
Gość: maciejush, c212-89.icpnet.pl
2008/04/03 00:14:32
Ja właśnie jestem studentem Zarządzania i Marketingu i szukam praktyk tylko jest jeden problem jestem dopiero na II roku studiów a większość firm gdzie mógłbym się czegoś nauczyć przyjmuje kandydatów po III roku. Natomiast teraz przy dwustopniowym systemie studiów muszę zrobić praktyki przed zakończeniem III roku.
BTW ja sam nie mam juz od X lat zaplanowanej ścieżki życiowej, zbyt pracowity nie jestem ale wybrałem specjalność e-Biznes i wiem że chce zgłębiać wiedzę związaną z informatyką, internetem czy elektronicznymi mediami. A moje studia są przepełnione teoretyczną papką która wcale nie uczy myślenia czy 'jak rozwiązywano dany problem kiedyś' tylko jak ktoś na coś wpadł i z jakiej był szkoły ekonomii. Brakuje zajęć laboratoryjnych i ćwiczeń na których trzeba byłoby wykazać się zaangażowaniem, rozwiązać jakiś problem, stworzyć projekt, natomiast jest za dużo wykładów które zanudzają na śmierć i nie sposób się na nich czegokolwiek nauczyć
Gość: gosia, ip-84-201-216-116.it-net.pl
2008/07/18 11:25:42
Po politologiinie mam żadnych uprawnień np. do obsługi komputra, więc idę na praktyki do urzędu i nic tam własciwie nie robie oprócz parzenia kawy i ewentualnie dostarczania dokumentów do innych departamentów.Dlaczego polskie studia nie dają praktycznych umiejętności,certyfikatów itp?Mogę tu tylko buszować po necie bo nic innego mi nie pozostaje :/
2011/03/16 17:43:58
NIe można wszystkich studentów uogólniać jest bardzo duża rzesza studentów, którzy cenią sobie praktyki nawet darmowe, jeśli się moga sporo nauczyc. Ja 3 miesiace pracowalem na praktykach w pewnej firmie za darmo, od rana do wieczora, jednak sporo sie tam nauczylem, co pozniej procentowalo dalej.
|
|
Pierwsza łapie w mig różne okazje na jakie natrafi, praktyki, "grasz o staż", prace tymczasowe, prace za granicą, doświadczenie, kasa i pod koniec studiów już na porządne stanowisko.
Druga - dochodzi do wniosku że studia to jest zabawa i po co się przemęczać, a do pracy i tak ich kiedyś przyjmą, jak nie to pojadą na zmywak. A kierunki ekonomiczne to popularny przetrwalnik.
BTW. obowiązkowe praktyki są moim zdaniem idiotyczne. Uczelnia ma przekazać wiedzę, jeśli student chce zdobyć doświadczenie, to niech je zdobywa - to jest w jego interesie. Ale podejmować te decyzje za niego i uprzejmie prosić o pójście na praktyki - bez sensu.