|
Blog > Komentarze do wpisu
Google i problem władzyNie sposób nie odnieść się to tego, czym żyje od kilku tygodni świat reklamy w USA, Azji i Europie. Google i Yahoo planują zawarcie umowy w ramach sprzedaży reklamy w wyszukiwarkach. Google, który kontroluje już 70 proc. tego segmentu ma stać się jeszcze większy. Można różnie oceniać wynikające z tego zgrożenie lub jego brak. Google dzisiaj posiada pozycję monopolistyczną na rynku wyszukiwarek i sieci afiliacyjnych. I w sumie, nie ma co się dziwić chęci umacniania tej sytuacji. Każda firma dąży do sytuacji w której posiada jak najmniejszą, lub jak najsłabszą konkurencję. Jak pokazuje doświadczenie konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zwyke interwencja niewidzialniej lub całkiem widocznej (regulator) ręki rynku. I w tym kontekście - nie ma co się przejmować. Realny problem jakiego doświadczamy, to koncentracja niewyobrażalnie dużej władzy w jednych rękach. Google to przykład, hiperkorporacji, w której grupa dosłownie kilku menadżerów posiada (pontencjalny) wpływ na olbrzymią ilość firm, przedsiębiorstw, miejsc pracy itp. W efekcie ludzie ci mogą doprowadzać do upadków całych gałęzi przemysłowych. Oczywiście pod warunkiem uzyskania z tego tytułu zysku dla firmy i zgodności z prawem. Potencjalnie. Tylko jakoś i tak ciarki mnie przechodzą. niedziela, 21 września 2008, domino00
TrackBack
Komentarze
2008/09/21 21:20:52
Google to gigant, który posiada dużą władzę. Obawy o kierunek działań tej korporacji nie jest bezzasadny. Ja jednak nie widzę w niej drugiego Microsoftu, o ktorym mam jak najbardziej negatywne zdanie.
Jak bedzie z Google w przyszlosci - zobaczymy. Miejmy nadzieje, że w przypadku nadmiernej koncentracji władzy pojawi się jakiś Dawid, który pokona Goliata i wszystko zacznie się od nowa ;-) 2008/09/22 10:17:53
Jestem optymista, choc podzielam obawy Domino. Przyroda to jednak jakos reguluje. Gospodarka to ciag bajek o firmach co urosly do rozmiarow giganta z tendencja do monopolu i potem padly. Mysle ze tu dzialaja conajmniej dwa czynniki racjonalne (obiektywne) i jeden troche irracjonalny lecz rownie rzeczywisty. ten ostatni czemus w swiecie z internetem sie ujawnil.
1. Duze glupieje i leniwieje. Miejsce tych co tworzyli zastepuja prawnicy dbajacy o monopol. Z nimi lobbysci i caly ten kram. 2. Jak sie ma 80% rynku, to kazdy kto urwie Duzemu dwa procent ma 1.6% procent. Jest sie o co bic. Mali, zwinni drapiezcy wyrywaja giganotwi po kawalku miesa, zanim sie obroci. 3. Giganta sie nie lubi, wiec znajda sie tacy co beda mu tworzyc konkurencje nawet jezeli na tym nie zarobia. Uzywanie produktow giganta moze stac sie niemodne, w zlym stylu. Zaczyna sie to od tych, ktorzy sa liderami opinii. Last but not least, jedno z praw Murphyego: make a product that any idiot could use and only idiot will use it. |
|
Myśle ,że kwestią czasu jest odwrócenie się reklamodawców od google. Przyszłością reklamy są relacje między konumentami. Google sprawuje władze może nie absolutną, lecz napewno autorytarną a taka zawsze upada.