|
Blog > Komentarze do wpisu
Kali mówić: prawo autorskie a prawo autoryzacjiJak zwykle larum jest podnoszone przy okazji czyjegoś partykularnego interesu. Po ostatnim niekorzystnym wyroku dotyczącym podtrzymania obowiązku autoryzacji materiałów prasowych w mediach zawrzało: "komunistyczne przepisy", "anachronizm", etc. A co z prawem autorskim? O ile prawo autoryzacji opiera się na takiej czy innej kulturze współpracujących ze sobą stron. To w świetle polskiego prawa autorskiego, (w praktyce) każdy kto korzysta z internetu jest przestepcą. Jak zwykle w takiej sytuacji, jeśli duże firmy nie mają w tym interesu to siedzą cicho i "komunistyczne prawo" im nie przeszkadza. Nie przeszkadza, bo w tym przypadku zabezpiecza ich interesy. Taka "moralność Kalego". Sytuację tą dobrze opisuje ostatnia wypowiedź Michaela Moore'a. Udostępnił on swój najnowszy film za darmo do pobrania z Torrenta. Dlaczego? Właśnie. Ponieważ w interesie twórcy jest rozpowszechnić swoje dzieło do jak największej ilości odbiorców. Natomiast interesem wydawcy/właściciela praw jest sprzedać jak najwięcej. Te dwie rzeczy nie zawsze się widzą. Jak widać nikomu nie przeszkadza fakt, że polskie prawo nie przewiduje powstania internetu. Cóż, może 45 proc. penetracji sieci w Polsce, to za mało aby to dostrzec? A może nikt nie chce zdenerwować złego Mizmu? wtorek, 07 października 2008, domino00
TrackBack
Komentarze
2008/10/07 21:33:18
Oczywiście nie bezpośrednio, ale wystarczy się zastanowić, nad tym, czy korzystając z Google Images, tworzysz kopię czyjegoś zdjęcia na swoim komputerze (pliki tymczasowe, które mogą zastać na dłużej), oglądając film na YouTube udostępniony przez "anonimowego użytkownika", zdając sobie sprawę, że nie jest to "oryginał" de facto oglądasz "podróbkę", czy komentując w zbyt bezpośredni sposób na formach, czy pod artykułami, korzystając ze zdjęcia z sieci do prezentacji, wgrywając fajną tapetę na pulpit, instalując czcionkę, etc. Czy za każdym razem upewniasz się co do autorstwa i licencji na jakiej został to udostępnione?
2008/10/08 11:46:17
Czy za każdym razem upewniasz się co do autorstwa i licencji na jakiej został to udostępnione?
Nie. Bo nie muszę. Wystarczyło, że znam Art. 23 oraz Art. 23/1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, czyli fragment mówiący o dozwolonym użytku utworów chronionych. 2008/10/08 12:19:51
I zakładasz, że każdy zwykły obywatel zna wymieniony artykuł i powinien go znać? Oczywiście nieznajomością prawa nie można się tłumaczyć. Jednak jeśli coś jest sprzeczne z przyjętymi w społeczeństwie (społeczności) sposobem postępowania nie daje się poddać zapisowi w ustawie.
Dzisiaj komputery i internet pozwala w tak łatwy sposób np. kopiować utwory (zdjęcia, grafiki, teksty, wideo, muzykę), że obowiązujące przepisy nie mogą być dalej od rzeczywistości. Stąd takie inicjatywy jak creative commons. Ale to co najistotniejsze to fakt, że obecne przepisy prawa autorskiego ograniczają kreatywności i rozwój. Są barierą dla wolnego rynku i wolności słowa. Zresztą polecam książkę "Free culture". 2008/10/08 13:09:46
Dominik, a przeczytałeś te dwa artykuły ustawy? Bo jak na razie mieszasz bardzo wiele rzeczy ze sobą, od czego przeciętny czytelnik może najwyżej zgłupieć. Zresztą właśnie stwierdzenie w świetle polskiego prawa autorskiego, (w praktyce) każdy kto korzyta z internetu jest przestepcą jest mieszaniem wszystkiego ze wszystkim i tak naprawdę sianiem FUD. Takich sformułowań będę się czepiał, bo one niczemu i nikomu nie służą...
Obywatel nie musi znać tych artykułów ustawy o prawie autorskim, bo one sankcjonują zgodność z prawem standardowych internetowych poczynań przeciętnego obywatela. Czyli: - masz prawo do stworzenia kopii czyjegoś zdjęcia na swoim komputerze (Art.23 oraz Art.23/1) - masz prawo do oglądania filmików na YT (Art.23) - masz prawo do komentowania etc. (to akurat prawo do wolności wypowiedzi) - masz prawo do wgrania fajnej tapety na pulpit Wymienione wyżej rzeczy to działanie niekomercyjne na własny użytek. Masz do nich prawo i basta. Oczywiście dobrze by było, gdyby obywatele obowiązujące prawo znali, ale pobożne życzenia odłóżmy na bok. Problem zaczyna się przy wykorzystywaniu komercyjnym, do którego możemy zaliczyć np.: - wykorzystanie zdjęcia z Sieci do prezentacji - instalację czcionki Skoro na takim działaniu zarabiasz (w ten czy inny sposób), to jednak powinieneś zapłacić. Przy wykorzystaniu komercyjnym jest sporo ograniczeń, ale nawet tutaj prawo autorskie pozostawia kilka furtek. Naprawdę nie narzekałbym na nie en bloc, bo przecież jest wcale liczna grupa, która zlikwidowałaby istnienie dozwolonego użytku. Zgodzę się natomiast, że jest część zapisów, które zaczynają być absurdalne lub takimi od dawna są. Przede wszystkim należą do nich paranoicznie długie okresy ochrony praw autorskich, sięgające 70 lat. Ba, są postulaty wydłużenia ich do lat 95, co (jak wieść gminna niesie) jest efektem nacisków ze strony przemysłu rozrywkowego. Zredukowanie ich do rozsądnego okresu z pewnością mogłoby przynieść korzyści i zgadzam się, że te konkretne przepisy mogą ograniczać działania na rynku, ale już nie wolność słowa. Zgadzam się, że ruch CC i licencje z nim związane są jakąś alternatywą, często całkiem rozsądną. Jednak trzeba też pamiętać, że twórcom należy się rozsądna ochrona ich pracy i nie można zmuszać każdego, by swoją pracę udostępniał na zasadach CC. PS. Free Culture nie musisz mi polecać, za to możesz podać link do polskiego tłumaczenia: www.futrega.org/wk/ ;o) 2008/10/08 14:02:50
Tak, czy inaczej clue tego wpisu dotyczy tego, że jeśli interes dużych firm (np. jak piszesz rozrywkowych, czy medialnych) jest zagrożony, to podnoszą one larum. Natomiast sprawa, która dotyczy praktycznie wszystkich osób korzystających (a w praktyce nie korzystających) z wolności kultury nie znajduje uznania. Chyba nie taka jest rola mediów?
Gość: Faza, aazx13.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/10/08 22:51:29
W tych dyskusjach z reguły milczeniem pomija się to, że aby z kultury można było korzystać, ktoś ją musi stworzyć. Twórcy też muszą jeść.
2008/10/09 07:28:20
To oczywiste. Jednak nie zadaje się obecnie również dwóch innych pytań: Czy jeśli przepisy chroniące prawa twórców (np. do zarobienia na swoim utworze) były by mniej ograniczone czasowo - powiedz do 10 lat, to czy warunek o którym piszesz nie byłby spełniony, a dzięki dopuszczeniu do otwartej możliwości wolnego pracowania tego utworu nie powstała by nowa wartość, także kulturowa. Bo przecież zwykłe po 20-40 latach to juz nie twórca korzysta z dobrodziejstw stworzenia utworu, a 95 proc. tego typu wartości i tak już nie przynosi jakichkolwiek zysków.
I druga, związana ze zwykłymi ludźmi: dzisiaj każdy zanim dokona opracowania dzieła, nawet jeśli ma to służyć powstaniu nowego utworu, który może wnieść całkiem nową wartość, musi upewnić się, że zadbał o interesy wszystkich właścicieli praw autorskich do tego utwory. Co w przypadku np. produkcji filmu dokumentalnego jest niemal niemożliwe. Wystarczy ze jedna osoba nie zgodzi się (np. scenarzysta) i jest problem. A zwykle problem z uzyskiwanie takich zgód (poza kosztami) jest wtedy, kiedy w sposób krytyczny chcesz odnieść się tych dzieł. 2008/10/09 09:10:04
Tak, czy inaczej clue tego wpisu dotyczy tego, że jeśli interes dużych firm (np. jak piszesz rozrywkowych, czy medialnych) jest zagrożony, to podnoszą one larum.
Oczywiście. I wcale mnie to nie dziwi, dbają o własny interes. Co nie oznacza, że mi się to podoba. Natomiast sprawa, która dotyczy praktycznie wszystkich osób korzystających (a w praktyce nie korzystających) z wolności kultury nie znajduje uznania. Chyba nie taka jest rola mediów? Wierzysz w jakąkolwiek rolę mediów, inną od zarabiania kasy i dbania o własny zadek? Bo ja przestałem jakiś czas temu i bardzo nieliczne wyjątki tylko potwierdzają regułę. Czy jeśli przepisy chroniące prawa twórców (np. do zarobienia na swoim utworze) były by mniej ograniczone czasowo - powiedz do 10 lat, to czy warunek o którym piszesz nie byłby spełniony, Niekoniecznie. To znaczy w większości przypadków pewnie tak, ale jednak w sporej części nie. Tu przypomnę choćby "Psy" czy "Pulp Fiction", które nadal na siebie zarabiają i to całkiem nieźle. Do tego jednak mogłoby służyć płatne przedłużanie ochrony praw autorskich, jak to drzewiej działało. I przy zachowaniu np. 20-25 lat podstawowej ochrony, można byłoby ją raz przedłużyć o ten sam okres za jakąś konkretną kwotę. Jeśli ktoś na tym zarabia, to będzie go stać, reszta odda to do domeny publicznej. Bo przecież zwykłe po 20-40 latach to juz nie twórca korzysta z dobrodziejstw stworzenia utworu, a 95 proc. tego typu wartości i tak już nie przynosi jakichkolwiek zysków. Nie wiem, czy akurat 95%, choć pewnie większość owszem. Przy czym raczej obstawałbym przy 25 latach, niż 10 i jednak z możliwością wydłużenia. I druga, związana ze zwykłymi ludźmi: dzisiaj każdy zanim dokona opracowania dzieła, nawet jeśli ma to służyć powstaniu nowego utworu, który może wnieść całkiem nową wartość, musi upewnić się, że zadbał o interesy wszystkich właścicieli praw autorskich do tego utwory. Nie zawsze i niekoniecznie - zajrzyj do ustawy. Co w przypadku np. produkcji filmu dokumentalnego jest niemal niemożliwe. Wystarczy ze jedna osoba nie zgodzi się (np. scenarzysta) i jest problem. A zwykle problem z uzyskiwanie takich zgód (poza kosztami) jest wtedy, kiedy w sposób krytyczny chcesz odnieść się tych dzieł. W ustawie jest fragment o analizie krytycznej :) 2008/10/09 10:30:17
tak. oczywiście: "Mzimu" - cytowałem z głowy. pl.wikipedia.org/wiki/Kali_(posta%C4%87_literacka). Jednak dawno to czytałem :)
|
|
Oj, chyba trochę za mocno pojechałeś. Nie kojarzę takiego paragrafu, na mocy którego można byłoby obronić to twierdzenie. Co więcej - ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych ma jednak "parę" miejsc służących normalnym ludziom.