|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy w Polsce istnieje dziennikarstwo internetowe?10 dni temu napisałem wpis o konkursie NBP dla najlepszych dziennikarzy ekonomicznych. Konkurs nie posiada odrębnej kategorii dla internetu, choć jak ustaliłem na podstawie późniejszej korespondencji mailowej z przedstawicielami NBP – do konkursu mogą zgłosić się dziennikarze z portali internetowych (w kategorii prasa ogólnopolska i agencje prasowe). W konkursie nie mogą brać udziału blogerzy (no, chyba że przez przypadek ktoś uzna ich za dziennikarzy). Większość materiałów pojawiających się w necie, to przeklejki informacji prasowych, agencyjnych itp. Tu i tam pojawiają się inne formy – np. wywiady, publicystyki niemal nie ma – tą rolę przejęły blogi. Od czasu do czasu ktoś zrobi jakiś materiał wideo. Wracając jeszcze na chwilę do blogów, nasuwają mi się dwa pytania: Pewnie pytań uszczegóławiających można by zadać więcej (kilka zadalem moim rozmówcom). Ja jednak wolę wrócić do tytułowego: „Czy w Polsce istnieje dziennikarstwo internetowe?” Bo przecież redakcje najróżniejszych serwisów i portali pełne są redaktorów ale czy można tam spotkać jakiegoś dziennikarza? Zapytałem o dwie osoby, które mogą coś o tym wiedzieć: Michała Bonarowskiego, wieloletniego redaktora naczelnego i dyrektora wydawniczego Onet.pl oraz Tomasza Bonka, redaktora naczelnego portalu Money.pl (konkurs NBP dotyczy w końcu tematyki ekonomicznej). Michał Bonarowski (aktualizacja: redaktor naczelny Onet.pl w latach 2004-2009): Co w tym wszystkim mają zrobić blogerzy? Nic poza rzetelną, organiczną pracą i tworzeniem wokół swoich blogów coraz większych grup dyskutantów + nowej publiczności nastawionej na dzielenie się poglądami i emocjami, a nie tylko na odbiór. Zmiana postrzegania znaczenia blogerów nie nastąpi raczej skokowo, tylko ewolucyjnie. Po prostu któregoś dnia konsumenci mediów stwierdzą, że bardziej ufają swoim blogerom niż gazecie czy telewizji. O ile tak się stanie, bo to wcale nie jest tak pewne. Nieco inaczej jest z mediami, które istnieją tylko w Internecie. Według definicji z Prawa prasowego czasem można je uznać za prasę, a czasem nie. Nie jest jasne, czy powinny rejestrować swoje tytuły prasowe w ustawowym trybie. Nie mniej jednak ich działalność jest bardzo zbliżona do prasy tradycyjnej, szczególnie gdy zatrudniają profesjonalnych dziennikarzy, których praca nie różni się od wykonywanej dla agencji prasowej, gazety, stacji radiowej czy telewizyjnej. Prasa tradycyjna ma łatwiej, bo większość podmiotów do których zwraca się po informacje wie czego spodziewać się po danym tytule i pracujących dla niego dziennikarzach. Nieco trudniej zaakceptować fakt, że istnieją media internetowe, ale to się także szybko zmienia. Wystarczy zapytać o to w agencjach PR. Wiele z nich ma na swoich listach emailowych więcej mediów internetowych niż tradycyjnych. Ci którzy uznają portal i wortale za proste maszynki do mielenia agencyjnych treści mogą być wkrótce bardzo zaskoczeni. W ciągu ostatnich kilku lat te redakcje zostały wzmocnione profesjonalistami, a kreowanie i przygotowanie tematów coraz częściej dorównuje lub nawet przewyższa poziomem media tradycyjne. Jeśli dodamy do tego szybkość reakcji, to mamy mieszankę wybuchową: media bez obciążeń publikujące wiadomości, komentarze, reportaże, relacje szybciej, niż media tradycyjne. Poszczególne media (nowe i tradycyjne) rzadko są kreatorami oryginalnych wiadomości. Często relacjonują rzeczywistość z wykorzystaniem pracy konkurencji, czym nie różnią się od dawnych agregatorów treści. Dlatego dziwią mnie nawoływania do nowego uregulowania praw autorskich jakoby w wyniku strat ponoszonych przez tradycyjne media przez cytowanie ich informacji w serwisach internetowych. Czekam na procesy, które pokażą ile z tego jest potrząsaniem szabelką a ile faktycznie oburzeniem na kradzież treści. Gołym okiem widać, że tradycyjne media generują więcej oryginalnych informacji, reportaży, komentarzy, itp. Nic dziwnego, skoro dysponują dużymi zespołami dziennikarskimi i potrafią sprawnie zarządzać procesem wydawniczym. Często jestem pytany: kiedy media internetowe będą traktowane na równi z mediami tradycyjnymi? Odpowiedź jest prosta: gdy jakość, efekt ich pracy i wpływ na rzeczywistość będą porównywalne z efektami mediów tradycyjnych. Spór toczy się nie o to czy, ale kiedy to się stanie. Przypuszczam, że szybciej, niż się spodziewamy, a obecny tzw kryzys może ten proces jeszcze przyspieszyć." Powiem przewrotnie: dziennikarzem jest się niezależnie od tego, co i jak się robi, ale gdzie się to publikuje. Dziennikarz tworzy dla mediów, a internet medium nie jest, tak samo jak nie jest nim druk, czy eter! Medium są portale internetowe, stacje telewizyjne i radiowe. Dziennikarstwo portalowe (zaryzykuję takie określenie) dopiero w Polsce się rozwija. Redakcje, w zdecydowanej większości portali, tworzą redaktorzy, którzy ograniczają się do zmiany tytułów i lekkiego przeredagowywania depesz agencyjnych, bądź pisania omówek z dzienników, czasopism, programów telewizyjnych. Tylko nieliczne tworzą dziennikarze publikujący swoje własne materiały. Wśród nich – trzeba się pochwalić – jest Money.pl, gdzie oprócz artykułów z ogólnodostępnych źródeł, 20 etatowych dziennikarzy i grono współpracowników, pisze własne tematy, przeprowadza wywiady, analizuje i doradza. To jeszcze ewenement na polskim rynku internetowym. Inaczej jest już w Stanach, gdzie tytuły prasowe istniejące od kilkudziesięciu lat, niektóre i dłużej, zniknęły z kiosków, a ich redakcje publikują dzisiaj tylko on-line. Tak się stało np. z Christian Science Monitor, istniejącym 100 lat amerykańskim dziennikiem o międzynarodowym zasięgu, albo z legendarną "Seattle Post Intelligencer", której początki datują się na 1863 rok. W Polsce dziennikarzy publikujących w portalach nie szanuje się tak samo, jak tych z gazet, radia, czy telewizji. Przynajmniej nie szanują nas jeszcze wszystkie kręgi, szczególnie polityczne. Nie wszyscy uświadamiają sobie rolę internetu i jego siłę. Nadal działa magia szklanego ekranu, mikrofonu, czy zdjęcia na okładce dziennika. Nie działa jeszcze magia Googla, jako pierwszego źródła wiedzy i opinii. A to dlatego, że spora grupa osób ze świecznika, na co dzień z internetu nie korzysta. W najbliższych latach to się zmieni. Zacznie więc zyskiwać na znaczeniu dziennikarstwo portalowe. I to bardzo szybko. Jest więc jeszcze czas na zakładanie nowych mediów internetowych w Polsce. Od dziennikarstwa, należy oddzielić natomiast dziennikarstwo obywatelskie. Niezwykle potrzebne, ale jednak z dziennikarstwem, co do zasady, mające niewiele wspólnego. Cenię blogi, mam kilka ulubionych, bo są świetnym źródłem informacji, edukują, zderzają opinie, itp. Ale publikacji na blogu dziennikarstwem nie nazwę, nawet jeśli będą to wpisy specjalisty z danej dziedziny, albo dziennikarza publikującego w „starych” mediach." Zatem według praktyków tej jeszcze dosyć rzadkiej profesji dziennikarza portalowego (przyjmując nomenklaturę Tomka) dziennikarstwo w sieci nie ma się za dobrze. Osobiście zgadzam się z argumentami obu Naczelnych, dotyczącymi niezbędnego upływu czasu w celu dokonania zmian mentalnych. Pytanie tylko jakie mi się nasuwa, to czy nie jest nam wszystkim potrzebna jakaś praca edukacyjna w tym zakresie? Ponieważ jak długo portale będą robić „omówki” i tego typu formy pół lub ćwierć-dziennikarskie wiele się nie zmieni. Myślę, że dostrzega to już w pewien sposób świat tradycyjny, ponieważ w jednym z maili z NBP można przeczytać, że: „Brak oddzielnej kategorii dla dziennikarstwa internetowego wynika z niewystarczającej ilości nadsyłanych prac od dziennikarzy publikujących w internecie. Jeśli ilość nadsyłanych zgłoszeń zwiększy się, to będzie to oczywistą podstawą do zmiany Regulaminu Konkursu”. Co do blogów – ja bym widział ich miejsce w nieuchronnej niszy publicystyczno-dyskusyjnej tworzącej się po unews’owieniu się mediów internetowych. Zresztą zapytałem NBP czy zamierza uwzględnić blogi w konkursie w następnym roku, na co otrzymałem następująca odpowiedź: „Kwestia zmiany Regulaminu jest obecnie rozpatrywana. Gdy decyzja zostanie podjęta poinformuję Pana niezwłocznie”. Jest zatem szansa, że również blogi wrosną w nową rzeczywistość debaty publicznej i staną się jej częścią na równi z dziennikarstwem (portalowym, prasowym, telewizyjnych czy jakimkolwiek innym). Częściowym dowodem na to jest fakt, że można w normalny, miły i cywilizowany sposób korespondować na linii – bloger – bank centralny – redaktorzy największych mediów internetowych. A teraz również czytelnicy tego wpisu mogą pod nim wyrazić swoje opinie. piątek, 15 maja 2009, domino00
TrackBack
Komentarze
olgierdr
2009/05/15 13:57:10
No to mi Bonek pojechał ;-)
Gość: Tomek, exch.otp.pl
2009/05/15 13:59:46
Tajemnica chroni korespondencję przed osobami trzecimi. Zarówno nadawca jak odbiorca mogą zrobić z przekazem co im się żywnie podoba.
2009/05/15 14:52:08
Cieńka granica pomiędzy dziennikarzem, a 'różowym pamiętnikiem' przesówana jest umownie (elastycznie) przy każdym wątku rozmowy bazującym na tym temacie. Jestem absolwentką 'dziennikarstwa i komunikacji społecznej', jednak nie czuję się 'dziennikarzem', gdyż zawodu tego nie wykonuję. Nie mniej jednak, jakiś czas temu stwierdziłam 'wykształcenie zobowiązuje' i postanowiłam prowadzić coś na kształt blogu, opisując różne sytuacje, bądź pewne spostrzeżenia odwołujące się do dzisiejszego odzwierciedlenia działań marketingowych. Prowadząc bloga nie czuję się dziennikarzem, gdyż musiałabym pracować dla jakiegoś PORTALU lub dla jakiejś GAZETY aby móc starannie przedstawiać i kreować rzeczywistość przy użyciu mediów. Jednak gdy popatrzy się na bloggerów (zależy też o czym blog jest: tematyczny lub o właścicielu?), biorąc pod uwagę blogi tematyczne, wówczas można podciągnąć autorów pod dziennikarzy. W końcu autorzy piszą o rzeczywistości, o czymś co wydarzyło się, w celu podzielenia się tym z innymi. Gdybym chciała zrobić karierę jako dziennikarz robiłabym zdjęcia pełne krwi, lub przemocy i rozsyłała do portali Internetowych podpisując się Imieniem i Nazwiskiem, prosząc o więcej...
Gość: bonarowski, ip-89-174-83-79.multimo.gtsenergis.pl
2009/05/15 18:23:00
jestem BYLYM red nacz Onet.pl, obecnie bez przydzialu. :)
2009/05/15 23:10:31
Temat w sumie mi odległy więc wybaczcie ignoranctwo ale czy czasem z dziennikarzami nie jest podobnie jak z lekarzami czy prawnikami? Człowiek, który nie ma wykształcenia kierunkowego oraz odbytych praktyk jest na przykład uznawany za "znachora" czy innego domorosłego doradcę... Czyli środowisko lekarzy, niezależnie od skuteczności działania takiej osoby wyklucza go z definicji z grona lekarzy... Podobnie z prawnikami rzecz się ma... Żebym zeżarł wszystkie książki, znał precedensy itd. nie mam prawa nazywać się adwokatem, prokuratorem itd. dopóki nie odbędę swojej drogi krzyżowej.
Chodzi mi o to, że to chyba nie jest szczególny przypadek kiedy grupy społeczne izolują jednostki niezależnie od ich umiejętności (nabytych, wrodzonych itd) jeśli nie spełnią proceduralnych wymogów uprawniających do tytułowania się dziennikarzem, lekarzem, prawnikiem itd. Inna sprawa czy jeśli uzdrawiam ludzi, krojąc ich zgodnie z najlepszymi praktykami, i dokonuję skutecznych operacji na otwartym sercu bez uprawnień to mam legitymację do nazywania siebie lekarzem czy nie? Bo jeśli nie to chyba sprawa jest jasna... Gdyby konkurs był "dla ludzi piszących zgodnie z wymogami/regulaminem/najlepszymi praktykami/kodeksem itd." to wiadomo, że konkurs otwarty... Ale skoro konkurs dla dziennikarzy tzn. że muszę się wykazać jakimiś uprawnieniami (niezależnie od medium więc pisanie do netu jest równoprawne z pisaniem do gazetki ściennej u mnie na klatce...) Żeby było jasne nie próbuję umniejszać roli dziennikarzy "internetowych" tylko postawić pytania czy czasem nie jest tak, że doszukujemy się dziury w całym... Albo, że dotychczasowe normy społeczne się zdezaktualizowały i czas się zastanowić jak to poukładać od początku... ;o) Z punktu widzenia odbiorcy nie ma dla mnie znaczenia (często nie posiadam nawet wiedzy na ten temat) czy autor tekstu ma prawo nazywać się dziennikarzem, czy nie... Kwestia lekarzy i prawników jest jakby trochę bardziej wrażliwa ale bardzo analogiczna co do zasady. Często wolę teksty blogerów od oficjalnych tekstów mediów (nawet internetowych) ale nie wiem czy równie szybko zdecydowałbym się leczyć dzieci u człowieka, który jest skuteczny ale mimo wszystko nie ma uprawnień... ;o) No i wracając do tematu - jest różnica pomiędzy konkursem dla posiadaczy prawa jazdy od konkursu dla potrafiących jeździć autem... Niestety... ;o)
Gość: Ziut, cb249.nj.pl
2009/05/16 09:59:15
Anna w swoim komentarzu pisze: "Jestem absolwentką 'dziennikarstwa i komunikacji społecznej', jednak nie czuję się 'dziennikarzem', gdyż zawodu tego nie wykonuję".
I bardzo dobrze, Pani Aneczko, bo jeśli ktoś już w pierwszym zdaniu robi dwa (!) błędy, a całe zdanie jest - przepraszam za dosadność - bełkotem, to nie powinien w ogóle brać się za żurnalistykę. Niezależnie od tego, czy miałoby to być dziennikarstwo prasowe, telewizyjne czy internetowe...
Gość: strange_email, 5ad2f859.bb.sky.com
2009/05/16 11:32:35
@ziut
o tym samym pomyslalem. Zgroza, duch i mrok - to jest post Anny. Co do samego arta, hmm, to moze potrwac, ale predzej czy pozniej wyksztalci sie grupa 5-10 osob, ktore beda poczytne i beda gwarantowac jakosc oraz rzetelnosc. Wystarczy poczytac studia przypadkow z zagranicy. Drzwi juz sa otwarte, nie ma co wywazac, pzdr! s_e
Gość: traktorzystak, host-87-101-69-228.nowiny.net
2009/05/16 13:05:54
Ale autor chyba sie z chounki urwał? :D moze by tak wystawil nos poza swoj blog i zobaczyl ile publicytsyki i autorskich newsow jest chociazby na lokalnych czy regionalnych portalach, ZA WZOR PODAJE RYBNIK.COM.PL
2009/05/16 13:11:25
Groza polega na tym ze ta pani jest absolwentka kierunkowych studiow. Takowi przedostaja sie potem do mediow (tradycyjnych i internetowych) i potem mamy tytuly typu "Majdan twarza prezerwatyw". Zamiast jezyka polskiego uczy sie tam "komunikacji spolecznej".
Dominik, niby to jest niezwiazane z tematem postu, ale wydaje mi sie ze nie mozna abstrahowac w tej dyskusji od jakosci tego dziennikarstwa. Zaczynajac od opanowania jezyka po merytoryczna wiedze. Jezeli dziennikarstwo ma polegac na tym ze z materialow wyszukiwanych w Google i podsylanych przez agencje PR (zatrudniajace absolwentow podobnych kierunkow , jak ten na Alma Mater pani Anny), bezkrytycznie kompilowanych w upiornej polszczyznie i "translacjach" za pomoca automatycznych tlumaczy dostepnych w sieci - to juz lepiej niech szczeznie i niech dziennikarstwa nie bedzie w ogole. Czy to sieciowego czy tradycyjnego. Dopracujmy sie w koncu jakiejs formy "advinfoidy", gdzie sie splecie biust pani Cichopek z oferta funduszu emerytalnego , ktora nie bedzie juz udawala ze chodzi o cokolwiek innego niz zarabianie reklamie. 2009/05/16 21:48:27
Trackback chyba nie działa, więc pozwalam sobie wkleić go ręcznie: piotr.mikolajski.net/2009/05/dziennikarstwo-internetowe-tak-ale
Od razu ostrzegam, dużo tego ;o) 2009/05/16 22:23:57
Dominiku, ja chciałbym odnieść się do Twojego pytania "Czy i w jakiej sytuacji bloger może/powinien być traktowany jako dziennikarz.". Przede wszystkim dużo zależy od tego kogo uważasz za dziennikarza... jeśli przyjęlibyśmy regułkę wikipedii (dziennikarz = osoba zajmująca się przygotowywaniem i prezentowaniem materiałów w środkach masowego przekazu) to zdecydowanie blogerzy to dziennikarze. Realnie jednak, uważam, że w Polsce jest tylko kilku, a może kilkunastu blogerów dziennikarzy. Pomijam różne kwestie związane z przygotowaniem do pisania i samymi umiejętnościami. Chciałbym zwrócić głównie uwagę (zboczenie zawodowe) na blogi tworzone tylko po to, aby były pewnym zapleczem osób zajmujących się pozycjonowaniem witryn w wyszukiwarkach - określa się je ładnym mianem "presell page". Jeśli więc zaczęlibyśmy nazywać blogerów dziennikarzami to równie dobrze możemy mówić tak samo na pozycjonerów :)
2009/05/18 11:02:49
"media-workers" - a to dobre, bo oddające rzeczywistość. Ileż ja nasłuchałem się tekstów pt.: "musimy pisać więcej o tym czy tamtym, bo ludzie tego chcą", "co dziesiąty tekst musi być o Dodzie". itp.
A tak z drugiej strony to nie wiem, czy dziennikarstwo (w swojej dawnej formie) jest jeszcze komuś potrzebne (i czy w ogóle istnieje w tak zwanym mainstream'ie?). Nie oglądam co prawda telewizji od jakiego roku, między innymi właśnie z tego powodu. Zastanawiam się czy takie "Teraz My" to bardziej publicystyczne talkshow czy jeszcze dziennikarstwo? Z drugiej strony publiczne pyskówki, pomiędzy - wydawałoby się - najważniejszymi postaciami dziennikarstwa przy okazji ostatniego konkursu na dziennikarza roku ukazują wewnętrzny brak spójności tego środowiska. 2009/05/18 21:10:20
Dziennikarstwo tradycyjne na szczęście jeszcze istnieje, doskonałym przykładem Wojtek Jagielski. Realia krajów Środkowego Wschodu zna pewnie lepiej, niż niejeden wykładowca odpowiedniego kierunku. Takie dziennikarstwo jest też potrzebne, choć redakcje nie chcą na nie łożyć kasy. Problem w tym, że w pędzie do coraz szybszego informowania i tak przegrywają. Z Internetem, bo tam te informacje można przeczytać szybciej. Oraz z bardziej wyrobionymi czytelnikami, którzy nie chcą płacić za bełkotliwe i niewiele mówiące niusy, które od dawna znają z kanałów i serwisów informacyjnych.
"Teraz My" to już nie jest dziennikarstwo, ale show. A i prowadzący w tym programie nie są już dziennikarzami, ale właśnie "media workerami". Dokumentację do programów robi zespół, zespół też odpowiada zadami za wpadki. Oni tylko prezentują zebrane informacje i przekazują je, po założeniu pewnej tezy. Ciężko to nazwać dziennikarstwem. Podobną genezę mają pyskówki związane z przyznaniem tytułu "Dziennikarza roku" Rymanowskiemu. Dla mnie to też totalne nieporozumienie, bo ten facet także jest "media workerem". Zaproszenie do studia gości, którzy się nie lubią, po czym napuszczenie ich na siebie, to żadna filozofia. To jest też przyczyna braku spójności tego środowiska. Jeśli musisz robić tekst o czymś przez kilka miesięcy, urobić się po łokcie, czasem ryzykować istnienie pisma (gdy pracujesz w redakcji lokalnej) etc., to nie będziesz poważał gościa, którego jedynym obecnym osiągnięciem jest mówienie "co pan na to, panie pośle". Z kolei media worker nie zrozumie / nie doceni ogromu pracy, jaki jest wymagany od dziennikarzy tradycyjnych.
Gość: koty_trzy, adf195.internetdsl.tpnet.pl
2009/05/19 22:16:03
Słabo mi się robi, kiedy czytam popłuczyny, jakie w chwilach ciężkiej depresji wylewają się z samozwańczych ekspertów niczym jad. To jest Polska! I długo by szukać w świecie konkurencji. Ziut, vindue, strange - pogratulować kultury! Dziewczyna odważyła się napisać o swoich przemyśleniach - rozum jej odjęło! Przecież nie każdy - słownie: "zero" - może zamieścić komentarz. To przywilej bogów! Chrzańcie się ze swoimi teoriami."Takowi potem przedostają się do mediów"- jacy??? A Ty kto jesteś?
Duch Święty? Co konkretnie opublikowałeś i gdzie? Wyrzygasz się anonimowo pod czyimś wpisem i masz się za specjalistę od języka polskiego? No to muszę Cię rozczarować (jednego z drugim i trzecim) - to żaden dowód. 2009/05/20 19:04:06
Wiec tekst tej pani jest jezykowo w porzadku, tak?
Co ja opublikowalem co mi daje tytul wypowiadania sie w tej sprawie? Matura z polskiego, dawno temu w PRL wystarczy? Czemu jad od razu? Piszesz, wystawiasz sie na krytyke i tyle. Przeciwienstwiem jadu ma tolerowanie dowolnych rozmiarow niekompetencji? Jezyka polskiego na jakim takim poziomie wymagam nawet od prac dyplomowych na Politechnice, a tu masz do czynienia z kims kto chwali sie dyplomem z "komunikacji spolecznej". Rownie polskie, a nawet bardziej jest reagowanie agresja na wszelka "profesorska wyzszosc", przeciwstawiana "dziewczynie". To jest retoryka wszystkich populistow. NIC nie trzeba umiec dobrze, wystarcza dobre checi, tak? Z mediow leje sie strumien ignorancji, nikomu nic sie nie chce sprawdzic, dzis czytam o "inspiracji, ktora byla swiezosc jezior Bieguna Polnocnego". Ale morda w kubel, oni chca dobrze i zarabiaja na chleb, wiec wara wam od nich, tak? Super. Pewnie, od spoleczenstwa opartego na wiedzy lepsze jest te oparte na ignorancj. Takim ludziom mozna wcisnac wszystko.
Gość: Anna, 83.2.157.*
2009/05/20 19:53:56
Panie "vindue"; nie wiem kim pan jest i dlaczego z takim jadem i agresją rzucił się Pan na moją wcześniejszą wypowiedź, oraz na wypowiedź autora "koty_trzy". Ja Pana bardzo przepraszsam, ale dla mnie to Pan bełkocze w wypowiedzi (i na dodatek rzyga w mediach) . Chciałam się podzielić spostrzeżeniem nt. bloggerów i dziennikarzy. Przedstawić różnicę. Nie pytałam Pana o zadanie. Nie pisałam u Pana na blogu. Jesteś zły? Masz zły dzień? Zostaw to sobie, a błędy poprawiaj swoim studentom w pracach dyplomowych.
2009/05/25 13:38:05
Trzeba umieć, chęci nie wystarczą - masz rację. Społeczeństwo powinno być oparte na wiedzy - masz rację. Tylko niech każdy ma prawo do własnego zdania. Nie musimy się ze sobą zgadzać, ale musimy szanować. I od ludzi, reprezentujących wysoki poziom inteligencji, spodziewam się edukowania społeczeństwa właśnie w kwestii szacunku. Internet w polskim wydaniu jest nie do przyjęcia. Zaczyna się od obelg na pudelku, kończy - na złośliwych komentarzach w takich jak to miejscach, które wydawałoby się poważni ludzie czytają. Ignorant to człowiek, który nie wie. Ten, który nie wie, jak zbudować poprawne stylistycznie zdanie jest ignorantem i ten, który nie wie, jak się zachować.
2009/06/11 04:28:29
Być może w kontekście tej dyskusji zainteresuje Cię tekst Projekt noweli Prawa prasowego: rozumiem, że minister Zdrojewski chce rejestracji zdrojewski-bogdan.pl . W obiegu pojawił się ostatni projekt Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest mało czasu na konsultacje.
|
|