|
Blog > Komentarze do wpisu
Social Media Express, czyli przyśpieszona edukacja biznesuAż chce się powiedzieć: „The Future is Now”. Zastanawiające jest bowiem to, w jaki sposób chcą funkcjonować dzisiaj i przyszłości firmy, które nie dostrzegły że pociąg „Social Media Express” odjechał ze stacji. Nie dostrzegły, że dzisiaj Google jest głównym miejscem poszukiwania informacji o produktach i usługach, że użytkownicy piszą w sieci cio o nich naprawdę myślą, że fokusy i ilościów to jedynie lizanie rzeczywistości. Nie dostrzegły, że social media są dzisiaj mainstream’ową siłą w sieci. Nie dostrzegły, że dzisiejszy i jutrzejszy rynek to konwersacja, rozmowa („Markets are conversations” – Cluetrain Manifesto”).
I nie pozostaje mi nic innego, tylko zakończyć tym:
wtorek, 08 września 2009, domino00
TrackBack
Komentarze
Gość: JoasiaM, c229-114.icpnet.pl
2009/09/08 14:46:06
BRE banku.
2009/09/08 14:54:33
Problem z programem Profit dotknął mnie osobiście, jako klienta biznesowego. Nie ukrywam, że pod adresem zarządzających Orange posłałem sporo różnych wyrazów. Absolutnie wzorcowy chaos informacyjny, trzy do czterech średnio współpracujących ze sobą kanałów sprzedaży (serio) plus beznadziejny od lat serwis internetowy.
Gdyby nie profesjonalny pracownik w lokalnym oddziale, to pewnie pożegnałbym się z punktami. Na szczęście udało mi się wynegocjować korzystne dla mnie rozwiązanie. Szkoda mi tylko tych, którzy nasłuchali się złorzeczeń na szefostwo. Zirytowanych klientów widziałem dziesiątki, a cytować ich słów po prostu nie wypada. Przypuszczam, że pierwsza zmiana w regulaminie i Orange pożegna się z dziesiątkami tysięcy klientów. Zresztą ciekaw jestem, jak będą wyglądały przedłużenia umów z dotychczasowymi klientami. Od zawsze wiele osób kupowało telefon w okolicy świąt, więc gorący okres niedługo się zacznie. Sporo osób będzie miało zachowanie firmy w bardzo "wdzięcznej" pamięci. PS. Patrząc na sprawę programu Profit mam wrażenie, że osoby podejmujące decyzje biorą pensje od konkurencji. Albowiem gorzej naprawdę nie dało się tego zrobić. 2009/09/08 15:06:05
Dominiku, mam wrażenie, że Twój blog już stał się interwencyjnym :)
Gość: larry, dog161.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/08 16:40:21
Myślę, że cała ta sprawa to trochę przysłowiowe "robienie z igły wideł". Z tego co się orientuję to klienci mają w najgorszym przypadku miesiąc na wykorzystanie swoich punktów (ci, którzy przedłużali umowę mają czas do końca roku, więc sporo dłużej). A przecież są różne sposoby na wykorzystanie punktów (doładowania, wymiana na jakieś gadżety itp). Nie róbmy sensacji...
2009/09/08 17:32:38
Witaj Dominik,
Również pozdrawiamy z mBanku. Co do filmu to znamy na pamięć, zresztą pojawił się jak byłeś na urlopie z tego co pamiętam. Małe sprostowanie w kontekście Twojego tekstu : - kampania nie jest skierowana do Klientów Indywidualnych, więc kontekst "ocieplenia" został tutaj źle zinterpretowany - bodajże przez Maćka Samcika - nie wiem dlaczego mielibyśmy "ocieplać" BRE bank :) skoro główna siła krytyki skoncentrowała się na mBanku :) - co do samego problemu zaufaj mi mBank konsekwentnie nad tym pracuje, a takie opinie jak Twoje sa niestety dla nas krzywdzące. Ta sprawa nie jest niestety czarno - biała. Pozdrawiam, Tomek 2009/09/08 17:59:07
tak, tak, mea culpa maxima z tym czeskim błędem - już poprawione. Co do programu Profit nie mogę się wypowiadać bezpośrednio, jednak według mojej największej wiedzy biznesowej aby zorganizować obsługę wymiany punktów na prezenty dla 1,6 mln osób w ciągu 30 czy 40 dni trzeba się przygotowywać jak na wojnę - to wyzwanie nie tylko marketingowe ale i logistyczne, nie mówiąc o customer care, etc. Oczywiście wszystko to staje się nieważne jeśli za bardzo na klientach nam nie zależy.
jednak to co istotniejsze to krótkowzroczność biznesowa w tym wszystkim. Ludzie tak szybo nie zapominają ot, to. A teraz ślady tego braku akceptacji (kolokwializm) pozostają na stałe w sieci. To nie prasa drukowana, to nie gazeta, którą po tygodniu (w najlepszym układzie) wyrzuca się do śmieci. W internecie wszystko zostaje. Po prostu kolejni managerowie zjedzą tą żabę w przyszłości (żaba trojańska ;);) 2009/09/08 18:07:31
@tomek: wiem, że nie jest czaro-biała i uderza pośredni w pracowników, którzy musza na co dzień stać na linii frontu. Jednak w relacji konsument-firma to cały czas konsument jest tą słabszą stroną. Teraz niestety (i nie zależy to ani ode mnie, ani od mBanku, ani od jego klientów) konsumenci robią dzięki narzędziom internetowych umożiwiającym im nagłośnienie medialne, a co ważniejsze konsolidację wokół problemu - robić to samo. Czyli z wyrachowaniem dbać o własne interesy. Brzmi znajomo? Nie ma się co dziwić przeszli dobrą szkołę.
mBank jest niestety - pośrednio - ofiarą tego procesu (samoorganizacji się i buntu konsumenckiego) i tyle. Wracając do czaro-białości. Ja to rozumiem, pewnie podobnie ludzie z branży finansowej czy marketerzy i ludzie PR. Ale dla szerokiej publiczności - za sprawą społeczności antymbankowej - sprawa jest czarno-biała. Bo przecież o to chodzi w komunikacji - o określenie jasno linii podziału. My - dobrzy. Oni - źli. Zwłaszcza, ze według mojej wiedzy pośród osób, które są zrzeszone wokół znanej inicjatywy jest kilku znanych marketerów i PR-owców (tych prawdziwych). Może to wszystko tłumaczy? Po prostu wykorzystali swoje zdolności i umiejętności tym razem nie do celów zawodowych tylko prywatnych. Ale przecież to wciąż ci sami ludzie.
Gość: Arnold Buzdygan, 195.117.234.13*
2009/09/08 18:31:17
Operatorzy GSM w Polsce są ponad prawem.
Organizują nielegalne a nawet oszukańcze SMSowe loterie (jako ostatnio ERA). Co na to ministerstwo finansów? Nic. Choć zgłaszają mu to od lat. Co na to prokuratury? Nic, cisza - od lat toczą się "postępowania wyjaśniające". Co na to UOKiK ? UKE? Nie ma mowy by się nimi zajęli choć Streżyńska udaje, że z nimi walczy. Telekomy te na potęgę okradają i oszukują klientów (jak ktoś chętny znajdzie na moim blogu www.arnoldbuzdygan.com artykuły. Używam tych sieci na potęgę i widzę jak na dłoni jak błędnie taryfikują rozmowy, jak znikają podstępnie pieniądze z konta, nie mówiąc już o zupełnie skandalicznym postępowaniu jak masowe i celowe palenie (dezaktywacja) kart wraz ze znajdującymi się na nich środkami. Przoduje w tym szczególnie Polkomtel SA, który od 4 lat nie potrafi uporać się ze swoim system bilingowym a i potrafi zażądać od swoich klientów na umowę po kilkadziesiąt tysięcy (sic!) jako "kara umowna" za zerwanie umowy. UOKiK powinien się tym zająć, ale woli czepić się o przecinek w jakiejś reklamie. A co mogą ich klienci? Niby gdzie mają odejść? Do innego z 4 operatorów, który także ich okradnie i oszuka? Nie mają niestety wyboru i tak to się toczy radośnie dla tych telekomów. pozdrawiam 2009/09/08 19:03:34
@ Larry
Z tego co się orientuję to klienci mają w najgorszym przypadku miesiąc na wykorzystanie swoich punktów. Oficjalnego SMS-a otrzymałem 19 sierpnia. Znam przypadki, gdy takiego SMS-a otrzymano 26 sierpnia. To oznacza, że część osób miała bardzo mało czasu na wykorzystanie punktów. A przecież są różne sposoby na wykorzystanie punktów (doładowania, wymiana na jakieś gadżety itp). Nie róbmy sensacji... Klienci biznesowi miewali na kontach po kilka czy kilkanaście tysięcy punktów. Oni nie potrzebują doładowań, nie będą tym też handlowali na Allegro. Gadżety powiadasz? Pomijając absolutnie niekorzystny przelicznik (za gadżet do kupienia za 100 złotych należało wydać punkty wartości 300 złotych), trzeba jeszcze coś móc kupić. Gdy przeglądałem sklep, miałem do wyboru kilka rodzajów doładowań i słownie bodaj 3 akcesoria. Sklep programu Profit przypomina raczej mięsny za PRL, niż porządny sklep firmowy korporacji. Osoby decydujące o całej akcji nie wykorzystały tej okazji nawet do wypromowania firmy -- w sklepie nie było smyczy, kubków czy koszulek z logo Orange. @ Dominik Kompletnie nie rozumiem, czemu nie przeniesiono punktów z programu Profit do nowego programu partnerskiego. Nawet przy kiepskim przeliczniku (typu "za każdy pełny 1000 punktów Profit dajemy X w nowym programie") ludzie nie byliby specjalnie rozczarowani. Poza tym łatwiej byłoby sprawę przeprowadzić, a i pretensji byłoby mniej. Dziwi też brak informowania o nowym programie partnerskim. To też mogłoby złagodzić niezadowolenie klientów. Brak informacji nie łagodzi atmosfery i ludzie mocno zrażeni do Orange mogą nie chcieć przystępować do nowego programu. W końcu znaczna część (większość?) czuje się oszukana programem Profit. Ale pewnie w Orange nadal jest wielka wiara w skuteczność budżetu promocyjnego oraz niewielka wiedza na temat krążenia informacji w Sieci.
Gość: hanry, public11324.xdsl.centertel.pl
2009/09/08 19:40:32
wymiana punktów na doładowania to była pewnie jedynie propozycja kolegi Larrego a nie jedyna opcja, jeżeli klient biznesowy ma więcej pkt to ma do wyboru przecież inne gadżety. wystarczy wejść na strone i zobaczyć co jest.
2009/09/09 09:02:34
niestety żyjemy w kraju gdzie 'customer focus' mylone jest z 'customer fuck us' zbyt często
oto jak traktuje się klienta, który ma ponad milion 'śledzących' na Twitterze bit.ly/wIGlT - wystarczy napisać negatywną opinię nt. produktu, a firma w try miga się poprawia
Gość: s, e1-216-p38.elartnet.pl
2009/09/09 10:04:49
Odnoszę wrażenie, że świadomość czegoś takiego jak social media jeszcze przez wiele lat nie będzie gościć w umysłach właścicieli i zarządzających firmami. Dlaczego? Bo polski biznes (w znaczeniu prezesów, menedżerów, właścicieli) to biznes młody. Tu rozwiązania z lat 50. czy 70., które na zachodzie są elementarzem są odkrywane jako prawdy objawione. W zarządzaniu świat stawia na innowacje, komunikację z pracownikiem, używa odpowiednich narzędzi, tworzy realne strategie dla firm. U nas przeciętny zarządzający słyszał o tym, czasem nawet na MBA, ale w jego świadomości jest inna hierarchia wartości - klasyczna drabinka jak w kurniku, albo z czasów carskich urzędów. Dziobani dziobią tych pod sobą. A gdzie miejsce na innowacyjne metody marketingowe? Social media to szpica awangardy. Minie parę lat, nim stanie się standardem dla marketingowców i parę naście zanim odpowiedni ludzie w firmach zrozumieją jej istotę. Jednym słowem - jedno pokolenie
2009/09/09 11:15:18
Czesc, Domino, widze znaczna zwyzke formy po wakacjach :-) Pokazales pazur felietonisty.
Co do meritum: mysle ze postep nie dokonuje sie "z powodu" ale "pomimo". Chocby nie wiem co:-) Jak na tym rysunku: img30.imageshack.us/i/larsonbrukselka.jpg/ PS. Jakies takie mam nieodparte wrazenie ze jak dzis czlowiek uzywa mozgu to musi dryfowac w kierunku anarchizmu:-) Pozdrawiam. 2009/09/09 11:17:58
Niestety tak jest, o ile świadomość social media wśród co bardziej zorientowanych pracowników w wielu firmach istnieje (ktoś przecież chodzi na te seminaria i konferencje), o tyle na "wyższym szczeblu" istnieje co najwyżej świadomość istnienia onetu i naszej-klasy. Smutne ale prawdziwe. Moim zdaniem szans na zmianę nie ma, a jeśli są to nastąpią one albo ze zmianą pokoleniową w biznesie lub za sprawą jakiś spektakularnych nagłośnionych w mediach przypadków pogrążenia firmy przez konsumentów za pomocą SM. We will see.
2009/09/09 11:20:19
@vindue: tak, osobiście tak własnie mam: anarchia jest jakim wyjściem z tak zwanej demokracji, która zanim się nią stała, już przestała nią być ;)
Co do okresu powakacyjnego - prawda jest taka, że nie ma co pisać w wakacje, bo ludzie siedzą na plaży i piją piwo ;) 2009/09/09 11:38:43
Witam Dominik. Czuję się wywołany do tablicy w sprawie Profitu i chciałbym dorzucić parę zdań komentarza. Zlikwidowanie, czy zmiana programu lojalnościowego, z którego korzysta ok. 1,6 mln klientów, zawsze będzie budzić emocje. Wielu klientów może być zawiedzonych i rozgoryczonych. Rozumiem to i z pokorą przyjmuję krytykę, która nas spotkała. Zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy mogliśmy zrobić inaczej i lepiej. W sytuacji jaką mieliśmy były dwie drogi: albo przenieść punkty Profit do nowego programu albo poprosić klientów, aby je wykorzystali. Wybraliśmy drugi wariat i daliśmy ok. 40 dni, aby zużyć punkty. Czy to krótko, czy długo, to oczywiście pojęcie względne. Na początku sierpnia informacja o zlikwidowaniu Profitu pojawiła się na naszej stronie internetowej, a dodatkowo do wszystkich klientów wysłaliśmy sms-y z informacją. Prawdą jest, że szybko zaczęły pustoszeć nasze magazyny gadżetów, jednak na bieżąco staramy się je uzupełniać. Na 15 września przygotowaliśmy w 10 miastach specjalny pokaz filmowy dla profitowców. Obniżymy ceny najdroższych gadżetów. Zdecydowaliśmy, że jeśli ktoś przedłuży umowę z Orange do końca roku, będzie mógł zgromadzone punkty wykorzystać, aby uzyskać np. niższą cenę telefonu. Wszystko, aby jak najwięcej klientów mogło wykorzystać zgromadzone punkty. Ponadto profitowcy, którzy zdecydują się na nowy program lojalnościowy dostaną ekstra powitanie punkty. Dlatego, jeśli komuś zostanie tzw. resztówka nie straci. Jestem pewny, że nowy, multipartnerski program będzie rynkowym hitem. Nie mogliśmy o nim szerzej mówić, bo takie były ustalenia między wszystkimi partnerami. Na koniec chcę dodać, że na moim blogu (www.blog.tp.pl) od kilku tygodni odpowiadam na wątpliwości internautów i podaję najnowsze informacje na temat Profitu. Pozdrawiam
2009/09/09 11:49:23
@Wojtek
Hej, wiem i doceniam Twoją pracę i w ogóle decyzję o prowadzeniu bloga w takiej a nie innej firmie. Respect. Tak jak starałem się przekazać we wpisie. Podane case'y to przykłady procesów o charakterze globalnym - przykłady tego jak zmienia się świat szeroko rozumianej komunikacji. To, że TP/Orange prowadzi blog (a właściwie to Ty w ich imieniu go prowadzisz) na pewno wpłynęło na zmniejszenie się potencjalnego negatywnego efektu wycofani Profitu. Ten wpis nie jest bezpośrednią krytyką, ale próbą wskazania na zjawiska i ich mechanizmy. Tak DZISIAJ wygląda świat komunikacji. Zaufaj mi, że wiem co mówię. Własnie w tej chwili na blipie i na blogu naszej-klasy odpieram podobne strumienie komunikacyjne. Wystarczy powiedzieć, że na blogu NK mamy po kilkaset tysięcy komentarzy pod wpisami. Takie czasy po prostu. Gramy w podobnej lidze ;) 2009/09/09 13:00:20
@Wojciech Jabczynski:
"W sytuacji jaką mieliśmy były dwie drogi: albo przenieść punkty Profit do nowego programu albo poprosić klientów, aby je wykorzystali. Wybraliśmy drugi wariat" I wlasnie tu tkwi to o czym pisze Domino. Konkretnie w motywacji tego drugiego wariantu. Wasza uksztaltowana w warunkach monofirmy podswiadomosc korporacyjna (chyba moje wlasne okreslenie:-)) w baaaardzo specyficznej firmie (:-DD) podsunela: robmy co dla nas prostsze. Ciemna masa targetu i tak sie dostosuje, bo nie ma wyjscia. A potem trzeba dzwonic po PR czyli Pogotowie Ratunkowe, bo znowusmy zrobili cos glupiego, w koncu Bezos tez sie kajal (1984), nie :-)) 2009/09/09 14:15:21
@dominik:
wiem, że nie jest czaro-biała i uderza pośredni w pracowników, którzy musza na co dzień stać na linii No cóż doświadczam tego codziennie ;) na własnej skórze. Jednak w relacji konsument-firma to cały czas konsument jest tą słabszą stroną I to jest pewien paradoks tej sytuacji. Przecież nie od dziś mówimy w branży, że internet + konsument=wielka siła rażenia. Nie wspomnę o modnym ostatnio social media ;) W związku z tym, to jest ta siła czy nie :) Jeżeli konsument wykorzystuje typowo partyzanckie metody, a dodatkowo jest wspierany przez media to można powiedzieć że marka staje się bezbronna. Konsument ma z natury uprzywilejowaną pozycję (nieważne czy ma rację, czy nie). Etyczną istotą tego wszystkiego staje się więc docieranie do źródła w przypadku komentatorów, co w dobie internetu nie jest trudne. Jak pisał ostatnio vagla: Szum informacyjny jest coraz większy. W "mętnej wodzie lepiej się łowi ryby", ale jeśli ktoś wierzy w "budowanie społeczeństwa obywatelskiego" i znajduje w sobie siłę, by aktywnie się w taki proces budowy zaangażować, to - jak uważam - powinien w swoich komentarzach kierować się zasadą docierania do źródeł informacji. To nie jest tylko problem etyczny (docieranie do źródeł informacji, a także zwracanie uwagi na to, co ma do powiedzenia "druga strona", jest elementem deontologii dziennikarskiej nie od dziś). To również problem "samoobrony intelektualnej" i świadomego wspierania mechanizmów demokratycznych. prawo.vagla.pl/node/8616 Niestety zgadzam się z wieloma tezami tego artykułu. Tym bardziej że: Sprawy prawne - te mnie interesują szczególnie - są dla wielu osób zbyt skomplikowane. Wielu osobom wystarczy sam szum. Słyszą szum dołączają do chóru oburzenia. Jeśli krzyk będzie dostatecznie głośny, to może się ktoś przestraszy i zmieni krytykowane przez masy działania? Nie ma przy tym znaczenia, jakie wysuwa racje druga strona, a nawet, czy się w danej sprawie wypowiedziała w taki lub inny sposób. Ten cytat można spokojnie odnieść do sprawy kredytów hipotecznych . I to jest dla mnie powód dla którego Dawid i Goliat to złe porównanie dla tej sprawy. Nie zgodzę się także z tym, że nie zależy to od Ciebie. Publikując komentarz w takim tonie, świadomie czy nie niestety przyczyniasz się do "mętnienia" wody. W kwestii komentarzy w sieci. Mam dziwne przeczucie że w naszym krajowym publicznym internecie poprzez znane choroby cywilizacyjne ich pozycja przy podejmowaniu decyzji konsumenckich znacznie spadła. Inaczej może być na zachodzie, gdzie istnieje zupełnie inna kultura debaty. Pozdrawiam :) 2009/09/09 14:37:41
"Jakość debaty" w rozumieniu dyskusji ogólnospołecznej w polskiej sieci nie istnieje. Są enklawy, zwykle z tradycjami dyskusji w sieci. Ale to chyba raczej wynik tego jakim społeczeństwem jesteśmy, a nie wina internetu, czy social media jako takich.
Dyskusja na temat etyki, moralności czy emocji w przypadku firm nie ma sensu, ponieważ to nie ludzie. Dla firmy zjawiska o jakich piszesz (odróżniania rzeczywistych powodów czy prawdy obiektywnej) są wtórne, bowiem tak czy inaczej stanowią one uwarunkowanie. Innymi słowy, skoro konsumenci wykorzystują wszelkie dostępne im środki do osiągnięcia własnych celów, trzeba po prostu zacząć brać to pod uwagę przy planowaniu biznesu. Dzisiaj i wczoraj tego nie robiono, bo nie było wiary w to, że konsumenci są to tego zdolni. dzisiaj już jest, zatem pojawiło się kolejne (niekorzystne z punktu widzenia firm) uwarunkowanie rynkowe. I każdy biznes, który chce sprawnie działać musi to uwzględniać.
Gość: Jacek Gadzinowski, 217.153.207.2*
2009/09/09 15:14:15
O jakości (niskiej) debaty nie posądzałbym Internetu. Po ostatnim urlopie, gdy patrze na zachowania kierowców czy ludzi w centrach handlowych, turystów - w Polsce i na Słowacji i Węgrzech, mogę powiedzieć że to chamstwo gdzieś sobie egzystuje wokół nas i je tolerujemy. Zaczyna się od prostych rzeczy: zajeżdżanie pasów ruchu, wciskanie się na trzeciego, kloaczny i pijacki język w miejscach publicznych, śmiecenie pod siebie, potrącanie się, szaleńcza jazda wózkami sklepowymi etc. Generalizuje? Chyba nie...
Firmy i konsumenci - ich role się powoli zrównują. Po prostu sieci społeczne i Internet dają możliwość klientom dialogu z marką. Wszędzie tam gdzie jest to możliwym, w formie przystępnej dla klienta. Dla firm, niektórych to może jest i szok. Ale może będzie ozdrowieńczy, taki który pozwoli zbudować realne, prawdziwe, z poszanowaniem relacje z konsumentem. Oby tak było.
Gość: s, e1-216-p38.elartnet.pl
2009/09/09 20:18:34
Pozwolę sobie ponownie wrzucić trzy grosze do dyskusji.
Znów nawiąże do naszego młodego biznesu, co z kolei wynika bezpośrednio z młodej demokracji. Przez 50 lat nasze społeczeństwo raczej było w stanie rozkładu, niż rozwijało poczucie wspólnoty, współodpowiedzialność, niż zacieśniało więzy. Czyż nie jest tak, że klienci mbanku czy orange'a są również pracownikami jakichś firm, również kształtują relacje z klientami oraz kooperantami? Sądzę, że jak zwykle działa tu mechanizm - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Tkwimy w śmierdzącym sosiku, nie próbując tego zmienić, bo: A. szef i tak nie zrozumie, B. mnie i tak znów wyrolują. Chodzenie na łatwiznę (to również dotyczy niezadowolonych klientów, którzy nie docierają do sedna sprawy, za to przyłączają się do chóru niezadowolonych, niezależnie od posiadania racji) z samej nazwy jest najłatwiejsze, a więc i najpowszechniejsze. Relacja z klientem nie będzie inna, niż relacja z szefem czy z przełożonym. Ktoś kto całe życie nie wychodził z lasu nie może mieć pojęcia jak wygląda pustynia. Choć z drugiej strony walka o zmianę postaw u innych - to raczej donkiszoteria :) Wracając do Social Media - wydaje mi się, że właśnie to co kryje się za tym pojęciem zmieni wszystko. Internet zmierzający do transparentności zarówno pojedynczych ludzi, jak i firm to to tak na prawdę dopiero początek rewolucji w międzyludzkich relacjach :) 2009/09/10 12:46:07
Tak. Zgadzam się w całej rozciągłości. Mam podobne odczucia/przemyślenia już od dłuższego czasu. Przecież użytkownicy social media to nie są oderwani od rzeczywistości ludzie. Wszyscy gdzieś pracują, uczą się, etc. I po prostu nabywają tak doświadczeń na temat tego jak działają firmy, urzędy czy szkoły. Jasne, że nie wszędzie jest źle, ale w większości przypadków mammy do czynienia z małym polskim piekiełkiem w mikroskali (np. jakiejś polskiej firmy - czyli ogonie promowaną zasadą BMW).
Po prostu przenosimy własne obserwacje i doświadczenia, na podobne naszym zdaniem przypadki. Innymi słowy jeśli widzę, że mój szef nie jest najwyższych lotów, a moja firma nie taktuje klientów najlepiej - to myślę to samo o innych.
Gość: trendfuture, 095160102233.warszawa.vectranet.pl
2009/09/14 17:02:31
Witaj Dominiku,
bardzo poruszył mnie powyższy post, bo pokazuje, według mnie, nie tyle zapóźnienie polskich firm wobec tego, co dzieje się pod tym względem na Zachodzie, ile dotyka spraw dużo głebszych. Jak firmy mają wykorzystywać narzędzia social media i poważnie traktować klientów skoro żyjemy w społeczeństwie o najniższym w Europie poziomie zaufania wobec innych, obcych nam ludzi (nie członków naszej rodziny ani najbliższych przyjaciół), gdzie nadal mentalność oparta jest na zasadzie feudalnej drabiny pokrewieństwa i zależności wasalskich, gdzie korupcja i nepotyzm są na porządku dziennym, gdzie ludzie boją się innych ludzi? Siedzę sobie teraz w swoim domu i mam otwarty balkon. Moje mieszkanie znajduje się na osiedlu, gdzie panuje moda na odgradzanie i grodzenie, gdzie nowe ogrodzenie powstaje, srednio, co miesiąc i dosłownie przed chwilą własnie usłyszałem kobietę, która widząc, że powstaje nowe - powiedziała donośnym głosem do swojego syna, że dobrze, że będzie to przejście w końcu zagrodzone, chociaż sama z niego korzystała. Narzędzia social media, otwartość wobec użytkowników, klientów, zacieranie granic między firmą, a światem zewnetrznym, wpuszczenie konsumentów do tworzenia innowacji, nowych produktów, jak proponowali to autorzy książki manifest cluetrain są przez to obce i budzą lęk wśród decydentów wielu firm, którzy przecież w tym, a nie innym społeczeństwie się wychowali i wychowują swoje dzieci. Z powyższych wypowiedzi widać raczej nieudolne tłumaczenie się i obronę własnych pozycji niż postawę otwartości i chęć uczenia się. Jak to, o czym piszesz może być traktowane poważnie skoro mieliśmy case kataryny , a ostatnio nagankę prasy na "chamski internet"? Tak, jak napisałem jestem pod wrażeniem tego, co napisałeś i dopinguje ci z całego serca bo myślę, że Twoja praca może choć w części przynieść zmiany, co pewnie nie będzie proste ani łatwe. pozdrawiam trendfuture.wordpress.com
Gość: trendfuture, 095160102233.warszawa.vectranet.pl
2009/09/14 17:09:56
acha, jeszcze jedno. Ten brak zaufania, o którym ci pisałem przyczynia się nie tylko do ograniczonej innowacyjności i braku otwartości, ale poważnie utrudnia powstawanie i rozwój dużych projektów opartych na współpracy wielu podmiotów, w tym nauki i biznesu, nie mówiąc o powstawaniu innowacyjnych firm.
Gros środków z UE w tym kraju płynie na budowę dóg, których wciąż nie widać i odnowę zabytków, a nie na prawdziwe innowacje, w tym innowacje związane z zarządzaniem i wiedzą. howkh ;)
Gość: trendfuture, 095160102233.warszawa.vectranet.pl
2009/09/14 18:47:07
coś nie mogę się powstrzymać z kometowaniem :),
ale swoim wpisem zainspirowałeś mnie mocno do zastanowienia się nad tym problemem. Opór, o którym piszez, wobec nowych narzędzi komunikacj,i w polskich firmach to też wynik paradoksalnie "przyspieszenia", z jakim musi borykać się polskie społeczeństwo. Bo przecież zaczęło się od 1989 roku kiedy musieliśmy zmierzyć się z nieznanym od kilkudziesięciu lat "darem wolności", a potem w sumie bardzo szybko nasatała era internetu, który nie pozwolił oswoić się i zaadaptować w pełni nowych zasad, a jeszcze je wzmocnił. Nie tylko rozwija się szybko, jeśli chodzi o wzrost liczby użytkowników, ale też wciąż pojawiają się nowe możliwości komunikacji, co prowadzi do zupelnej dezorientacji i chaosu, nie tylko zresztą w samych firmach, ale też po stronie użytkowników (casus owego chamstwa, o którym pisałem wcześniej, a z którego prasa robi jeszcze jedną aferę).
Gość: Tomasz Kamyk, 83.238.100.22*
2009/10/13 17:00:08
Trudno nie zgodzić się z Dominikiem. Orange dał swoim klientom kilkadziesiąt dni na zamianę punktów na określone profity. I formalnie wszystko jest OK. Tylko formalnie, bo w relacji firma - klient bardziej liczą się kwestie emocjonalne. Równie dobrze firma mogła poprzestać na dwutygodniowym "okresie wypowiedzenia" i z formalnego punktu wiedzenia byłoby to w porządku. Tyle, że aby wyjść naprzeciw potrzebom klientów należało ten okres zdecydowanie przedłużyć. Nie wiem od kiedy Payback prowadzi rozmowy z Orange, ale swoje działania w Polsce potentat rozpoczął już kilka lat temu. Zakładam, że operator zdecydował się na tę współpracę dużo wcześniej. Coś ewidentnie zawiodło w procesie budowania relacji - jak ktoś zauważył - najbardziej lojalnym klientami. Pociesza jedno - Pan Wojciech Jabczyński czuje podobnie jak my. :)
2009/10/25 00:50:32
Dominiku, bardzo dziekuje za ten fragment o Zbyszko. Nie zdawalam sobie sprawy z calej sytuacji, jakos przemknela niezauwazona, ale moze uda mi sie ja naglosnic chociaz w swiecie blogujacych o jedzeniu i czytelnikow przy okazji. Pracuje nad tym ;)
|
|