Blog > Komentarze do wpisu

Zły Google uratuje wzrost, czyli Quo Vadis IAB?

Tak, tak drogie Panie i Panowie pierwsza połowa tego roku raczej zakończy się pierwszym ogólnopolskim fauckup’em branży online. Skończyły się słodkie czasy wzrostów. Teraz trzeba będzie odpowiadać na trudne pytania klientów. Być innowacyjnym, bo sam fakt bycia „podmiotem internetowym” już nie wystarczy.

Wzrost nakładów na reklamę online w Polsce w 1 połowie 2009 zakończy się co prawda niewielkim wzrostem, ale tylko i wyłącznie dzięki wzrostowi przychodów Google w Polsce. A mówiąc jeszcze bardziej precyzyjnie – estymacją wzrostu tych przychodów. Zatem nawet to nie jest do końca pewne. Na koniec roku nie będzie tak różowo. A 2010 to już inna rzeczywistość.

Wracając do clue – po raz pierwszy w historii polskiej sieci spadły udziały reklamy graficznej (display).  To raczej pewne (czekamy na AdEx). I sądzę, że oficjalnie wszyscy gracze na rynku powiedzą „to nie u nas, to u innych”. Nic nowego. Jednak sytuacja jest o tyle poważna, że u niektórych stanowią one nawet 70 proc. przychodów. To również nowa mentalnie sytuacja dla portali – działać nie na rosnącym ale na kurczącym się rynku.

Ważne są przyczyny tego stanu rzeczy, które mogą nie być tak jednoznaczne dla wszystkich - ktoś doprowadził do tego stanu rzeczy (i nie jest to Kryzys), choć zapewne tak tłumaczy się każdy sprzedawca. Kryzys tylko wzmocnił szkodliwe dla przyszłości rynku praktyki rynkowe a nie jest stworzył.

Sytuacja na rynku reklamy w obecnym momencie jest dosyć ciekawa, choć chyba wolałbym tego nie opisywać tylko mówić o „niezachwianych wzrostach”. Niestety:

  • Rynek reklamy graficznej, w tym wideo (ale o tym za chwilę) kurczy się ponieważ nie jest innowacyjny, a dotychczasowy sposób „zwiększania efektywności” poprzez powiększanie formatów, większą agresywność i ilość animacji osiągnął już swój szczyt (w tym szczyt w**rwienia internautów). Kto jest winny temu stanowi rzeczy? Ano sam rynek – klienci, agencje, domy mediowe, wydawcy – a na sam koniec Pan CTR. No bo „efektywność” to kliki. Bullshit. Kto powinien zajmować się edukacją rynku w tym zakresie? Może IAB? W końcu ma to w statucie. Tyle tylko, że IAB to nie sam Jarek Sobolewski, tylko tych 120 firm członkowskich.
  • Pomysłem na wydrenowanie większych pieniędzy z display była reklama wideo. Tyle że okazało się że nic z tego - bo koszty produkcji wysokie, zasięg słaby i nie ma chętnych marketerów do eksperymentowania – jednym słowem Polska jest rynkiem zaściankowego marketingu i lubi tylko te piosenki, które zna, zwłaszcza z CTRem w refrenie (choć to również problem innych rynków).
  • Targety ustawiane przez zarządy firm internetowych (mówię zwłaszcza o największych) zakładały nieustający wzrost. Niewiele natomiast zakładały w zakresie nowych produktów. Doprowadziło to do sytuacji w której powierzchnia reklamowa w display’u jest sprzedawana w nowym modelu – aukcja last minute. Jednym słowem - klient z budżetem na kampanie dzisiaj przechadza się po rynku zaraz przed kampanią i kupuje tam, gdzie dostanie największy rabat. A zawsze ktoś da mu 90 proc. bo inaczej „nie będzie bonusa”. Zatem polityka cenowa branży w istocie jest kształtowana przez kwartalny horyzont premiowy handlowców a nie zarządy firm – ileż w tym strategicznego myślenia. W sumie nie ma się co dziwić prezesom, i choć są winni, to przez ostatnie lata płynęli na fali pozytywnego PR branży i związanej z tym presji rynkowej i właścicielskiej.
  • Marketerzy szybko się w tym połapali (niezdolności do określenia przez rynek realnej wartości własnego inventory) i z pełną premedytacją walczą o jak największe rabaty. To dla nich jak manna z nieba – ponieważ w czasach Kryzysu (tak, marketerzy mają tą samą wymówkę) mogą się przed Swoim Prezesem wykazać cięciem wydatków przy tych samych parametrach kampanii – jakie to słodkie, prawda?
  • Kolejnym muchomorem w tym bigosie jest tak zwany Zły Performance – czyli historia pod tytułem jak sprzedać CPM za 4 grosze. Da się, choć według ludzi dobrze poinformowanych rynek „szoruje pod dnie” (>>poszoruje jeszcze trochę, aż truchło opadnie na dno i wtedy się zracjonalizuje<< - cytat z pamięci). W czasach Kryzysu sięga się po każde pieniądze. Sam model akcyjny nie jest zły, jednak coś chyba w tym rynku nie działa. A przynajmniej nie wszyscy mają z tym komfort. Dlaczego? Ponieważ rozwijanie rynku w tym kierunku prowadzi do marginalizacji internetu jako medium reklamowego i doprowadzi wkrótce do tego, że w sieci trzeba będzie „dowozić wyniki sprzedażowe” przejmując cześć ryzyka klienta. Żaden inny „głupi” i „stary” kanał mediowy tego nie robi. Bo znacząca część przychodów z reklamy to wizerunek i branding. Niestety w sieci prawie wcale go nie ma.

 

Pewnie mógłbym jeszcze długo się tak rozpisywać i marudzić, ale trochę mnie dziwi postawa IAB, gdzie Rada Nadzorcza debatuje nad podziałem składek i głosów zamiast zajmować się realnymi problemem branży. Władze organizacji, która ma przede wszystkim dbać o wzrost rynku rozrosły się do około 20 osób – Rada Nadzorcza i Zarząd (kierują pracami biura w którym pracuje 5 czy 6 osób). Bizancjum.

Tymczasem w moim odczuciu mamy do czynienia z kwestią przyszłej egzystencji branży, a nie tym czy to Ikśiński czy Igrekowski jest w zarządzie. Moim osobistym zdaniem dzisiaj cała branża online (z nielicznymi wyjątkami) myśli co najwyżej w perspektywie końca roku. Nikt nie zastanawia się nad tym, czy i w jaki sposób da się zarabiać w sieci pieniądze przez najbliższe lata.

IAB choć odniosło sukces jako organizacja dotarło również do jakiegoś punktu – punktu w którym musi na nowo przemyśleć sens swojego dalszego istnienia. I mówię co z całą premedytacją, ponieważ brałem udział w jej powstawaniu i wzroście. Dzisiaj niby nic mi do tego, ale jakoś czuję że nie jestem osamotniony w poglądach.

Jest jeszcze trochę czasu aby zmienić przynajmniej patrzenie na internet przez rynek marketingowy – ponieważ dzięki Google, jest szansa przewieźć wzrost jeszcze przez parę miesięcy – no, przynajmniej w warstwie PR rynkowego.

Może warto się ze sobą dogadać? Po prostu.

Powiadomienia o wpisach

środa, 30 września 2009, domino00
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/09/30 12:14:46
Ja się dziwię, że Ty się dziwisz. Reklama w Internecie nie zniknie, zatem branża nie upadnie. Czyli to nie spędza snu z powiek w IAB. Za to podział składek i obsadzenie stołków będzie miało realne znacznie w IAB, więc jest o co walczyć.
-
Gość: , hub.money.pl
2009/09/30 13:53:20
Dominku, może warto zastanowić się jakiej ilość firm z branży to dotyczy. Bo niestety NK nie jest jeszcze całą branżą. Są w Polsce portale które zarabiają i sprzedają display, aż miło. Łatwo zauważyć że w naszej klasie jest z tym problem. Ale jeśli bierze kupuje się ludzi z konkurencji i stawrza się im niesamowite stanowiska, rozbudowuje strukturę sprzedaży (nie znam innej firmy która miała by 4 dyrektorów sprzedaży i tylko nie wielu więcej handlowców). Podobno najciemniej zawsze pod latarnią, więc proponowałbym zmienić politykę rabatową;) Bo 30% rabat na dzień dobry to dużo. Był już kiedyś taki dyrektor sprzedaży w Interii który ze swoim zespołem udzielał 70% rabatu byle by sprzedać. Oby tylko w NK nie było podobnie. Bo z tego co wiem to NK trochę psuje rynek reklamy i może zamiast wołać do IAB warto by się spotkać w wąskim gronie na Bema i to omówić, bo cena przy produkcie to nie wszytko. A produkt macie bardzo fajny;)
-
2009/09/30 14:16:11
Nastąpi przepływ pieniądza pomiędzy sektorami, reklamy internetowej. Więcej będzie stawiane na afiliacje, sem/seo, społeczności, strategie, marketing zintegrowany i działania rzeczywiście generujące sprzedaż. Po prostu szukanie efektywności, sprzedaży, prawdziwych zasięgów i zaangażowania.

Czy to jest złe? Nie, to tylko przystanek. Na temat rate cardów, krążą legendy. Kupic za 1-2 grosze, popędzić za 5 lub wiecej gr? A jaka jest jakość tego ruchu, co z tego mają marki i marketerzy? Niech ludzie, sami dokonają oceny.

Na pozostałe tematy poruszone we wpisie, nie będę się wypowiadał.
-
2009/09/30 14:25:12
No właśnie o tym mówiłem, o zaklinaniu rzeczywistości. Rozumiem że tezy zawarte w tym wpisie są marginesem biznesu online w Polsce:
- spadające ceny CPM
- polityka rabatowa
- wzrost udziału kampanii performance i sprzedawanie CPMów za grosze
- rozrost form reklamowych

aby wymienić tylko kilka.

Jeśli chodzi o NK, to w powyższym komentarzu jest sprzeczność. Jeśli NK to "nie cały rynek sprzedaży" to tak naprawdę jej potencjalne "psucie rynku" nie powinno mieć na niego wpływu - skoro "tak mało znaczy".

Tak samo jak zapewne za "psucie rynku" można uznać brak toplayer'ów i innych agresywnych form. Typowe myślenie portalowe.

No i zastanowiłbym się dlaczego "są portale które sprzedają display jak miło" w czasach kryzysu - czy nie poprzez obniżanie cen? Poza tym nie słyszałem ostatnio w oficjalnych informacjach o wzrostach? Czemu zatem nie chwalą się tym publicznie?

No i zawsze łatwiej jest wyprowadzić personalny atak niż zauważyć problem. Nikt z nas nie urwał się z choinki i pracował gdzieś wcześniej (zapewne będzie jeszcze pracował). I to raczej jest zaleta niż wada, ponieważ ma się lepszy ogląd rynku. Nie oznacza to oczywiście bezrefleksyjności.

Najlepiej nie mówić o takich "przykrych" problemach aby nie psuć sobie dobrego samopoczucia i utrzymać je najdłużej ja się da. To na pewno działa na korzyść przyszłości rynku. Tyle, ze to już mamy za sobą mam wrażenie - po prasa dokładnie tak postępowała jak pojawiły się pierwsze objawy jej schyłku.
-
2009/09/30 18:53:27
Serio sprzedajecie CPM za 4 grosze?
-
2009/10/02 11:25:33
może najwyższy czas zacząć myśleć kategoriami online media mix - a badania na całym świecie pokazują, że większość kontaktów rozpoczyna się od wyszukiwania w Google [praktyczny monopol w PL]
reklama odsłonowa nie jest martwa - a jeśli ktoś traktuje CTR jako wskaźnik jej skuteczności, to zatrzymał się ładnych parę lat temu i nie nadąża za czasami
do tego warto zwracać uwagę na jakość planowania kampanii - oto przykład z ost. chwili
mirekpolyniak.wordpress.com/2009/10/02/targetowanie-reklam-online-teoria-kontra-praktyka/
i jak mam przekonać uczestników warsztatów, że dobre targetowanie jest konieczne?

duża część winy spada na domy mediowe i media planerów, kupujących niesławne kampanie zasięgowe [dużo odsłon, tanio] i sprzedające je klientom - duży zysk ale jest to polityka krótkich nóżek
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Wykop
Newsletter
Blip
LinkedIn GoldenLine