Blog > Komentarze do wpisu

"Wyszczekany dupek noszący modne krawaty" czyli za mało dziennikarzy w PR

W nawiązaniu do poprzednich dyskusji o PR postanowiłem zapytać o szerszą opinię kilka osób z rynku, nazwijmy go - komunikacyjnego. Starałem się również "zaszyć" w pytaniach tezy, które pojawiały się zarówno we wpisach jak i komentarzach. Poniżej przedstawiam opinię dwóch pierwszych osób.

Tomasz Wiaderek „Media i Marketing Polska”

DK: Co pan myśli o PRowcach?

TW: Zbyt ogólne pytanie. PR-owcy dzielą się na myślących i niemyślących, natrętnych, nawet (sic!) agresywnych oraz takich, z którymi zawsze można się dogadać. Przychodząc do redakcji "M&MP" nie spodziewałem się, że jest ona aż tak bombardowana mailami i telefonami od PR-owców. Ten PR-owy atak na pewno mnie do nich zniechęca, bo zbyt często tematy, którymi żyją nie mają nic wspólnego z tym co dzieje się na rynku. Przykład? Choćby "augmented reality". Dla mnie jako dziennikarza branżowego temat augmented reality może być naprawdę ciekawy dopiero wtedy, kiedy klienci będą za to płacić, kampanie będą się na tym opierać, kiedy będzie "rynek" itd. itp. Dla PR-owca jest to temat sam w sobie, kolejna rzecz do PR-owego "ogrania". A takich tematów jest przecież mnóstwo i cały czas przybywają nowe. Pod tym względem ja i PR-owiec prezentujemy dwa zupełnie różne punkty widzenia. Nie lubię kiedy PR-owiec zaczyna rozmowę od słów: "Mam pomysł na temat" albo "a może byśmy pomogli coś Panu napisać?". Przecież od razu wiadomo, o co Mu chodzi ;)

DK: Czy w ciągu ostatnich kilu lat widać jakieś istotne zmiany w tym w jaki sposób kontaktują się z dziennikarzami agencje PR?

TW: PR-owcy i agencje częściej wykorzystują serwisy społecznościowe. PR-owcy przysyłają zaproszenia np. w Goldenline czy Facebooku, agencje mają konta na Facebooku, Blipie. Podstawową formą kontaktu PR-owca z dziennikarzem pozostaje email, czasem podparty kontaktem telefonicznym. Niestety, połowa z informacji prasowych wciąż jest pisana sztucznym językiem, nowomową, której sami PR-owcy chyba nie lubią, ale wydaje im się, że tak lepiej, mądrzej. Bzdura. Z trudnego polskiego języka robią jeszcze trudniejszy. Inną, częstą cechą informacji prasowych są zdania, które nie zawierają w sobie żadnej informacji, treści. Po co więc pisać dla samego pisania?

DK: Czy dziennikarze często bazują na informacjach PR? A Jeśli tak to w jaki zakresie?

TW: Obserwując media reklamowo-marketingowe, zarówno te drukowane, jak i elektroniczne mogę powiedzieć stanowczo: tak, dziennikarze często, zdecydowanie zbyt często bazują na informacjach PR. Są media bazujące wyłącznie na takich informacjach, przez co tracą na newsowości i stają się mniej ciekawe. Media bazujące na kontencie własnym są w mniejszości. Moi przełożeni wymagają ode mnie informacji własnych/ekskluzywnych, czyli takich, które pojawią się tylko u nas. Tym bardziej, że branża jest malutka i prawie wszyscy prawie wszystko mają. Poza tym większość ze zdobytych przeze mnie informacji trafia do dziennego newslettera, czyli produktu płatnego, a przecież wiadomo, że nikt nie będzie chciał płacić za informacje, które przeczyta za darmo w co drugim serwisie internetowym. Newsowy charakter mojej pracy często powoduje niezrozumienie u PR-owca. Spotkałem się z ironiczną opinią na forum jednego z dużych reklamowych wortali, że pisanie informacji własnych to dopiero ciekawa praktyka... To najlepiej pokazuje jak niektórzy odbierają media branżowe: copy paste i do przodu.

Informacje PR-owe, inspirowane PR-em są coraz bardziej widoczne również w mediach ogólnopolskich, szeroko profilowanych. Co ważne: PR-owca nigdy lub prawie nigdy nie traktuję jako źródła informacji. To dla mnie osoba pomocna w dotarciu do kogoś z kim chcę porozmawiać, przyspieszająca ten kontakt. Są oczywiście wyjątki.

DK: Czy wierzy pan PRowcom?

TW: Generalnie: nie. Bo zbyt często mają zupełnie inne cele niż ja. Im chodzi o zaistnienie produktu/klienta/tematu, który reprezentują, a nie o to, żeby mój tekst był ciekawy, fajny, newsowy.

DK: Czy myślał Pan kiedykolwiek aby zostać PRowcem? I jeśli tak lub nie to dlaczego?

TW: Tak, bo dla dziennikarza branżowego piszącego o reklamie i marketingu to najkrótsza droga do zmiany pracy i - często - większych pieniędzy.

Nie, bo nie lubię dróg na skróty :)

Nie, bo z mojej perspektywy PR wydaje się nie być zajęciem specjalnie ambitnym i rozwijającym. Nie znaczy to jednak, co chcę podkreślić, że PR-owcy to ludzie mało ambitni i mało rozwinięci, choć tacy oczywiście się zdarzają.

Nie, bo PR-owiec dużo częściej niż dziennikarz staje w roli petenta.

Nie, bo jestem zbyt asertywny, a musiałbym nauczyć się robienia dobrej miny do złej gry oraz bycia miłym zawsze i wszędzie, byle tylko osiągnąć założony przez szefa cel.

Nie, bo nie podoba mi się to, że w znakomitej większość PR-owcy stawiają na ilość i lenistwo dziennikarzy.

Nie, bo uważam, że niczego jeszcze w życiu nie osiągnąłem, a jak PR-owiec nie osiągnę na pewno :)

Nie mówię jednak - nigdy nie będę PR-owcem, bo tego nie wiem

DK: Dziękuję za odpowiedzi ;)

 

A teraz seria pytań do Marcina Grządki – ex dziennikarza, ex PRowca (swego czasu w Onet.pl) a teraz postaci z własnej agencji PR (butiku?).

Marcin Grządka - ŁubudubuPR

DK: Dlaczego zdecydowaliście się na własną działalność a nie np. współpracę z „dużą agencją”?

MG: Zdecydowanie nie podoba nam się standard PR-u na polskim rynku i powiedzieliśmy sobie (zresztą już dłuższy czas temu, tylko dojrzewaliśmy do ostatecznej decyzji przez jakiś czas), że nie będziemy dawać się wtłaczać w tę bylejakość i totalne niezrozumienie tematu - lepiej założymy swoją agencję i będziemy wcielać w życie swoją wiedzę, swoje wyczucie i swoje "ideały"... :-)

DK: W czym mała, nowa agencja jest lepsza od „dużej uznanej agencji”?

MG: W zasadzie tak jak postrzegam to "ja, tu i teraz", to młoda mała dynamiczna agencja jest od starej stetryczałej lepsza we wszystkim, jakkolwiek buńczucznie by to nie brzmiało. Jedyne w czym duża agencja ma nad nami przewagę to możliwość obsłużenia dużego klienta/dużego projektu od ręki. My, gdyby taki klient do nas przyszedł, musielibyśmy przeprowadzić rewolucję w naszej koncepcji "studia PR", czy "butiku PR", jak zwał tak zwał. Wygrywamy całą resztą: elastycznością, kreatywnością; tym, że klient otrzymuje do stałej współpracy dwóch zaangażowanych "seniorów", a nie jednego "juniora"; cenami, zrozumieniem mediów i dziennikarzy, zrozumieniem internetu i szans jakie daje, wreszcie zrozumieniem samej istoty PR-u, której w agencjach 99 proc. ludzi nie pojmuje. Bo agencje przeważnie myślą: nap... klientowi press releasy, od czasu do czasu zrobimy mu jakąś konferencję i jakoś to będzie. I jeszcze czasem w ramach większego zaangażowania wejdźmy dzienniakrzom na głowę i zawracajmy gitarę, czy aby na pewno skorzystał z naszego press release'a, a jeśli nie daj Boże nie skorzystał, to kiedy łaskawie skorzystają...

DK: Czy wasi klienci boją się „nowych mediów”? W dyskusji nad „kondycją polskiego PR” to właśnie klienci są wskazywani jako „źródło niewyedukowanego zła”?

MG: Jeśli chodzi o to, czy klienci boją się nowych mediów, to trochę zależy od tego, jak zdefiniujemy "nowe media". Ponieważ my uderzamy do klientów raczej mniejszych niż większych, to dla naszego targetu nowym medium jest internet jako taki. Na szczęście większość już wie i rozumie, albo próbuje rozumieć, że to ważne. Chociaż nadal trzeba gorąco tłumaczyć, że ukazanie się informacji w portalu nie jest gorsze od ukazania się tej samej informacji w papierze, a być może lepsze.

Natomiast jeśli mowiąc "nowe media" masz na myśli np. social, to ... hmm.. w sumie ciężko mi sie wypowiadać jakoś sensownie, bo działamy dopiero dwa miesiące, ale pierwsze doświadczenia w tym obszarze są dość ciężkie :-) tzn. wszyscy "coś gdzieś" słyszeli, ale zupełnie jeszcze nie ma poczucia jak świetne rzeczy można tam robić...

DK: Jaka jest wasza ocena polskiego rynku PR? W jaki sposób zestawiłbyś polski PR np. z rynkiem reklamy? Jakie są największe grzechy polskiego PR?

MG: Ocena polskiego rynku PR jest u mnie słabiutka. Jako dziennikarz współpracowałem przez 10 lat bez żadnej przesady z kilkoma setkami PR-owców. A takich których cenię wyliczyłbym pewnie kilkanaście osób.

Główne grzechy? Wyliczam top of mind (na pewno coś mi się jeszcze potem przypomni, to się dopiszę do dyskusji na Twoim blogu :-):

  • PR pojmowany jako zasłona dymna - notoryczne ściemnianie - PR jako żelazna kurtyna, bufor i zderzak odgradzający zarząd/firmę/prezesa od ciekawskiego świata zewnętrznego - zamiast służyć dziennikarzom informacjami, PRowcy odcinają ich od informacji; nie chcemy o niczym rozmawiać, jak będziemy chcieli, to wyslemy press release; albo: dostał press release'a, czego jeszcze się dopytuje?!; albo: nie, nie może pan rozmawiać z prezesem/dyrektorem marketingu etc., bo tylko ja tu jestem od rozmawiania z dziennikarzami, ale nie odpowiem panu na te pytania, bo się na tym nie znam, jeśli się czegoś dowiem, to się odezwę (i się nie odzywają :-)); albo: ale czemu pan węszy w ogóle? skąd pan w ogóle wie o czymś takim? to skandal! tego typu "schematy postępowania" mógłbym tak wymieniać długo... - jednocześnie totalne niezrozumienie, że dziennikarz jeśli dzwoni, to przeważnie potrzebuje informacji "na wczoraj" :-)
  • traktowanie dziennikarzy "z góry", albo wręcz przeciwnie - "totalny podliz", pachnący sztucznościa na kilometr; sam nie wiem co gorsze
  • przywiązywanie głównej uwagi do ładnego (i odpowiednio drogiego) ubioru, zamiast do merytoryki
  • traktowanie PR-u głównie jako narzędzia sprzedającego produkt, a nie jako najlepszego narzędzia do długofalowego budowania zaufania do marki/jej świadomości/wizerunku; i dział PR jako element (w dodatku taki "na dokładkę") uzupełniający zwykły dział marketing, a nie jako jednostka strategiczna
  • no i last but not least - cały ten PR-owy ancient regime totalnie przegapił fakt, że mediom przydarzyła się rewolucja, i że dzisiaj już nic nie jest takie jak było jeszcze 2 lata temu; tymczasem agencje mówiąc "public relations" mają tradycyjnie na myśli w zasadzie wyłącznie media relations, w dodatku media w tradycyjny sposób pojmowane; większość branży jest moim zdaniem zupełnie nieprzystosowana do nowych wyzwań (wyzwań z ich punktu widzenia, bo ja w nich widzę raczej nowe szanse :-))
  • aha, i jeszcze bardziej last - uwaga, herezja :-) - "Press" miał bodajże we wrześniu taki artykuł, w którym było o przechodzeniu z dzienniakrstwa do PRu. Artykuł był błędem w sztuce, bo pisany pod z góry założoną tezę, i wszystkie opinie niepasujące nie zostały uwzględnione (wiem, bo byłem przeciwną opinią :-) Anyway - teza była taka, wsparło ją kilka gwiazd, na czele z Jackiem Żakowskim, że przejście z dziennikarstwa do PRu to jest jakaś niesamowita zdrada ideałów, właściwie godna ukamieniowania, więzienia, a przynajmniej dożywotniego wykluczenia z zawodu (albo obu zawodów). Otóż - moja teza jest taka, że GŁÓWNYM (a przynajmniej jednym z głównych) GRZECHÓW polskiego PR-u jest właśnie to, że w nim pracuje zbyt mało byłych dziennikarzy. Wtedy dzisiejsza chora sytuacja miałaby się być może szansę uzdrowić, bo "obie strony barykady" zaczęłyby się porozumiewywać tym samym językiem i lepiej rozumieć swoje potrzeby...

 

Jeśli któryś z tych punktów Cię szczególnie zainteresuje, a nie jest jasne co mam na myśli, to służę rozwinięciem :-)

DK: Czego najbardziej nie lubisz w ocenie zawodu PRowca?

MG: Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem Twoje pytanie. Ale odpowiadam tak jak zrozumiałem :-) Nie lubię tego, że z powodu wielu idiotów "z Wiejskiej i okolic" PR jest dziś postrzegany jako coś totalnie szemranego. Bo politycy od kilku lat każdy niewygodny wątek zamykają wytrychem: "to zagrywka pijarowa", "to tylko pijar", "to czarny pijar"... Nie lubię też tego, że kiedy ludzie mówią PR-owiec, myślą "wyszczekany dupek noszący modne krawaty" i generalnie chodzi mu o to, żeby "wcisnąć jakiś kit". Niestety na takie postrzeganie branża sama sobie zasłużyła. I dlatego wielu dziennikarzy wsadza PR-owców do szufladki z napisem "marketoid"...

DK: ok. Dzięki za podzielenie się opiniami.

Ten wpis jest częścią dłuższego wątku zapoczątkowanego poniższymi wpisami i komentarzami pod nimi:

 

Powiadomienia o wpisach

poniedziałek, 07 grudnia 2009, domino00
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: basiaS76, 217.97.137.11*
2009/12/07 13:04:06
Jestem byłym dziennikarzem i obecnym PR-owcem. Bardzo ważny i niestety niezwykle bolący nas PR-owców temat poruszył Dominik ... no ale, jak cię widzą tak cię piszą - w 100% popieram Marcina mówiącego, że "Niestety na takie postrzeganie branża sama sobie zasłużyła. I dlatego wielu dziennikarzy wsadza PR-owców do szufladki z napisem "marketoid"... Bardzo niesprawiedliwie Tomek traktuje w swojej ocenie PR-owców, wrzuca ich do jednego worka. Biorąc pod uwagę nawet to, co napisałeś Tomku w ostatnim akapicie swojej oceny "Nie mówię jednak - nigdy nie będę PR-owcem, bo tego nie wiem" - oceniasz też siebie ;)

środowisko PR-owskie powinno częściej poruszać "swój temat", dzięki Dominik
-
Gość: Tomek Wiaderek, 195.116.0.15*
2009/12/07 14:12:53
Nie wrzucam PR-owców do jednego worka. Patrz: odpowiedz na pierwsze pytanie
-
2009/12/07 14:17:01
Bardzo podoba mi się idea zestawienia opinii z dwóch stron barykady. Tym bardziej, że obie prezentują ciekawy punkt widzenia.

A jednak kilka słów komentarza:

Z jednej strony zewsząd słychać głosy: PR to nie Media Relations. Z drugiej jednak strony głównym sędzią PRowca we wpisie zostaje... dziennikarz. Tym samym sami stawiamy znak równości pomiędzy PRem a "napie**em notatek". Public Relations to usługi. To konsulting. Jego głównym odbiorcą jest klient i to jego należy pytać o wrażenia ze współpracy. Nie zgadzam się z tezą, że za mało jest dziennikarzy w branży PRowej. Umiejętność współpracy z mediami jest tylko jedną z umiejętności, której zresztą wcześniej czy później można się nauczyć. Złe praktyki o których mowa, często wychodzą spod ręki świeżego prowego narybku, który ktoś zbyt wcześnie posadził przed telefonem i kazał dzwonić do dziennikarza. Dużo ciężej nauczyć zdolności analitycznego myślenia, strategicznego podejścia, myśleniem celami a nie narzędziami, zarządzania budżetami. Relacyjność we współpracy z dziennikarzami jest ważna, ale relacyjność w kontaktach z klientem jest dużo trudniejsza, bo nie oznacza układności za wszelką cenę. Oznacza bycie partnerem w dyskusji. Doradcą. Konsultantem. Osoba w agencji, która jest świetna w kontaktach z mediami, ale nie radzi sobie z kontaktami z klientem może liczyć co najwyżej na stanowisko execa realizującego projekt pod nadzorem seniora (nie obrażając execów). Wracając do innych dziedzin PR: Projekty z takich obszarów jak komunikacja wewnętrzna, public affairs, lobbing, komunikacja korporacyjna w obszarze B2B często omijają szerokim łukiem opinię publiczną, a tym samym w ogóle nie "używają" mediów do budowania wizerunku, reputacji firmy. Dlatego myślę, że warto by pociągnąć temat i zapytać klientów o wrażenia ze współpracy z PRowcami. Jakie oni dostrzegają braki we współpracy? Czy PRowiec jest dla firmy prawdziwym partnerem/doradcą? Czy rzeczywiście usprawniamy komunikację? Czy powodujemy realną zmianę?
-
2009/12/07 14:28:08
Czekam na opinie innych osób, mogę również zagadnąć kogoś od "klienta", choć w sumie kilku jego przedstawicieli wypowiedziało się już wcześniej. Tak czy inaczej dyskusja rozszerzona o kolejne osoby z rynku będzie zapewne pogłębiona.

Sam również jestem "klientem" - i w sumie w ciągu ostatnich 6 lat zrealizowałem pewnie kilkadziesiąt projektów PR - od komunikacji wewnętrznej (szeroko rozumianej: intranet, newslettery do pracowników, broszury firmowe dla pracowników i sieci sprzedaży, extranety dla partnerów, CSR, akcje społeczne, lobbingowe, współpraca z wyższymi uczelniami, stowarzyszeniami etc.). Doradzałem kilkunastu firmom w zakresie komunikacji.

Zgadzam się z Krystianem, że trzeba mówić o "całym PR". Wiele projektów o których wspomniałem w naturalny sposób omija agencje PR (np. te związane z komunikacją wewnętrzną czy kontaktami np. z takimi związkami zawodowymi) o strategicznym doradztwie dla zarządu już nie wspominając.

Mam wrażanie, że często zapomina się o tym, że PRowcy w firmach ("klient") znają się nie tylko na komunikacji ale również na swojej branży. I tu również są fachowcami.
-
2009/12/07 17:12:14
Umieszczanie wśród grzechów pr-owców punktów 1)pr jako zasłona dymna" i 2)pr jako narzędzie sprzedaży, które ma sie przełożyć na wyniki sprzedażowe jużteraznatychmiast jest krzywdzące, przynajmniej z perspektywy rzetelnej agencji. to większości przypadków jest wynik oczekiwania klienta i takiego właśnie rozumienia pr przez prezesa lub pozalsieboze-pr-managera. w tym własnie cała rola agencji, żeby przekonac potencjalnego klienta, że zupełnie nie o to chodzi. jeśli to przypadek nieuleczalny (a odpornych na wiedze jest niestety wielu), to w końcu znajdzie potakiwacza, któremu takie pieniądze nie śmierdzą. ale to juz kwestia rzetelnego podejścia do własnego zawodu. ludzi, którzy za pieniądze zgodzą sie na wszystko jest pełno w każdym środowisku. Z dziennikarzami włącznie.
-
Gość: pinicogota, a81-84-188-12.cpe.netcabo.pt
2009/12/08 02:16:36
Widzę, że to dyskusja profesjonalistów, ale z każdym kolejnym wpisem i komentarzami coraz silniej się zastanawiam skąd miałabym o tym wszystkim wiedzieć? :/

Kończę piąty rok studiów i już za chwilę będę się zajmować PR-em czy inną dziedziną marketingu. Nie mogę mówić o wszystkich uczelniach, ale w czasie moich studiów miałam jeden przedmiot związany stricte z Internetem. Na innych kursach biznesowych temat jest przemilczany albo co najwyżej napominany

Wydawało mi się, że może jest jeszcze za wcześnie, żeby naukowcy mówili poważnie o Internecie na zajęciach, ale kiedy zaczęłam uczyć się zagranicą okazało się, że Internet jest wszędzie, na poważnie i na każdym kursie. Piszę o tym z lekkim rozgoryczeniem, bo chciałabym się tego wszystkiego uczyć w domu, i jasne, że to rozgoryczenie powinno być kierowane przede wszystkim do systemu edukacji i samych uczelni, ale jednak trochę szkoda. Pomijam już kwestie naszego zaangażowania, ale ostatecznie ilu z tych kilkunastu powszechnie cenionych PR-owców szerokich horyzontów wykłada na uczelniach wyższych albo chociaż ma z nimi jakiś kontakt i uświadamia o wadze Internetu tych, z którymi prędzej czy później będą pracować? Jakakolwiek branża to są przecież ludzie, którzy skądś się wzięli i jakiegoś sposobu postrzegania są nauczeni. Jesteśmy tymi, którzy od czerwca będą się stawać specjalistami i tej twardej wiedzy o Internecie w naszych głowach niestety brak. Z jednej strony sami jesteśmy sobie winni pewnie za cicho krzyczymy o zmiany albo za mało douczamy się sami, z drugiej, chyba trochę się o nas zapomina, a potem oczekuje rozumienia rzeczy, o których nie mamy pojęcia większego niż zwykły użytkownik...
-
2009/12/08 11:48:11
@pinicogota: Niestety masz wiele racji w tym co piszesz. Zaczynając od początku wątek studiów i edukacji.

- Sam wykładam na uczelni na studiach podyplomowych (marketing online na WSE im. J. Tischnera w Krakowie) + okazjonalnie prowadzę wykłady na innych kierunkach (w tym na PR podyplomowym, własnie głównie z punktu widzenia nowych mediów).

- Problemy jakie widzę z rozwojem programów uczelni uwzględniających może nawet nie nowości na rynku, ale standardy utrwalone za granicą są nie do pokonania bez zmian strukturalnych w polskim systemie nauki.

- Sam próbowałem studiować na 4 czy 5 uczelniach, ale zawsze okazywało się, że uczono mnie historii marketingi, historii zarządzania czy własnie historii PR. To niestety największy problem polskich uczelni (jeśli ta nazwa jest w ogóle w jakikolwiek sposób jeszcze miarodajna dla tego typu instytucji).

- Dzisiaj student który kończy uczelnię zna hasłowo cześć terminów branżowych, ale potem zderza się z tym co one w praktyce oznaczają. Istotnym błędem jest np. mocne akcentowanie na studiach pierwszego czy drugiego stopnia kwestii strategii. Taki student przychodzi potem do pracy i zna modele strategiczne, a nie umie sklecić prostej reklamy. Niestety za strategię zabiera się człowiek, gdzieś tak po 15 latach pracy zawodowej. I to zwykle nie w takiej firmie jak Coca-Cola - a takie case'y sa ulubionymi wykładowców. Nikt nie stara się analizować np. strategii takiej dajmy to hurtowi odzieżowej z okolic Łodzi - a w takich warunkach najczęściej startuje się dzisiaj.

- Problemem doświadczonych wykładowców jest bardzo istotny, ale niestety rozbija się o pieniądze (trochę to zamknięte koło jest). Po pierwsze jeśli na studiach mają wykładać doświadczeni praktycy na stanowiskach, to pierwszym problemem jest czas - nie znajdą oni go w ciągu tygodnia, bo pracują (są przecież praktykami). Pozostają weekendy, ale przy obecnych stawkach proponowanych przez uczelnie dla osoby z doświadczeniem za pracę przez cały weekend (i nie tylko, bo wykłady prze 2 dni ciurkiem to co najmniej kolejne 2 dni przygotowania się) są kompletnie abstrakcyjnie niskie. Efektem tego jest, to że jeśli taki praktyk trafia się, to robi to z zamiłowania czy pasji. Niestety takich ludzi jest za mało. Nie wspomnę już o jakości sal wykładowych (łącze internetowe, komputery, rzutniki, multimedia, etc.). Wszystko to oznacza, że takie studia podyplomowe aby miały sens powinny być 3 razy droższe niż obecnie.

- Reasumując. Dopóki nasz system edukacji będzie jakąś hybrydą państwowo-prywatną i jedynym wymiernym elementem konkurencji na rynku edukacyjnym będzie cena. Nic się nie zmieni. Trzeba skończyć z żałosnym założeniem że za parę tysięcy za semestr można dostać wiedzę na choćby przyzwoitym poziomie.
-
2009/12/08 11:56:30
Z wypowiedziami p. Tomka trudno dyskutować - jest w nich wiele prawdy. Natomiast część opinii p. Marcina jest moim zdaniem...delikatnie mówiąc "nieuzasadniona".
Najbardziej uderzyło mnie stwierdzenie, że agencje mają kłopoty ze zrozumieniem idei PR ("zrozumieniem samej istoty PR-u, której w agencjach 99 proc. ludzi nie pojmuje"). Co za brawurowe podejście do tematu! Na czym opiera Pan swoje twierdzenie? Czy - jak można chyba wnioskować z Pana opinii - zalicza się Pan do 1-procentowej elity polskiego PR?:-D
-
Gość: Marcin Grządka, 87-205-168-103.adsl.inetia.pl
2009/12/08 15:30:29
Doprecyzowuję. Mówię tam przede wszystkim (w 99 proc. :-)) z punktu widzenia dziennikarza z wieloletnim stażem, o moich praktycznych doświadczeniach z przedstawicielami zawodu. Moim zdaniem większość ludzi w branży popełnia wspomniane "grzechy", dlatego z punktu widzenia dziennikarza to tak naprawdę nie jest public relations, bo prawie nikt tam nie zarządza żadnymi relacjami z nim (cały czas mówię o punkcie widzenia dziennikarza). Mialem na myśli tylko tyle...
I aż tyle... Taki jest mój punkt widzenia, nie mówię, że trzeba się z nim zgadzać. mam skrzywienie dziennikarskie, niewątpliwie, ale osobiście uważam, że w tym zawodzie to jest dobre skrzywienie...:-)

Przyjmijmy też że "99 proc." to taki zwrot retoryczny, nie zmierzymy tego, czy to jest 70, 80, 90, czy 95 procent.
-
Gość: Maciek Lason, 78.133.247.17*
2009/12/10 16:51:45
Nieco się zgadzam z opinią Norberta, tzn jako pracownik jednej z większych agencji zawsze myślałem, że "nap... klientowi press releasy, od czasu do czasu zrobimy mu jakąś konferencję i jakoś to będzie" to jest właśnie raczej domena butików, a duże agencje to raczej nap... wielowątkowe strategie komunikacji na miesiące czy lata do przodu ;)

Ale może moja praca albo agencja to jakaś inna jest :)
-
Gość: Robert Wróbel, staticline18976.toya.net.pl
2009/12/11 00:44:25
i znowu Łódź i jakaś hurtownia odzieży.
przepraszam ale my w tym mieście mamy dużo innych poważnych firm w różnych branżach.
np. mamy dell'a a warszawa nie.


pozdrawiam z Łodzi :-)
-
2009/12/11 10:19:03
Robercie ;) może być również komis samochodowy w Sandomierzu ;)
-
2009/12/11 20:18:28
@pinicogota
Kwestia dobrego programu na studiach - czyli m.in. takiego, który uwzględni nowinki, rzeczy praktyczne, pokaże jak jest w firmach i jak najlepiej przygotuje do przyszłej pracy - zależna jest od sytuacji/swobody, na jaką może pozwolić sobie osoba konstruująca wniosek dot. kierunku studiu. Robiłam coś takiego w 2006/2007, później przez ponad 2 lata koordynowałam kierunek studiów "dziennikarstwo i komunikacja społeczna", gdzie m.in. utworzona zostala specjalność "public relations i rzecznictwo prasowe".
Program był dobry, wyliczony niestety bardzo często wg zasad ekonomicznych (czyli cięcie ćwiczeń na rzecz wykładów), ale przemyślany, z celami i koncepcją, a przede wszystkim na każdym etapie widziałam mojego studenta, później absolwenta. Mialam, w tamtym momencie, całkowitą swobodę (oczywiście ograniczona byłam tzw standardami kształcenia , ustawą, zarządzeniami ministerstwa itp) w kwestii przedmiotów. NA specjalności PR mamy więc "kryzysowy pr", "polityczny pr", "etykę pr" i np "internet pr" + żelazne zasady "podstaw pr" czy "strategii pr" lub "media relations". Wykładowców (teoretyków i praktyków), z którymi miałam przyjemność pracować, zawsze prosiłam, aby uwzględniali potrzeby i wymagania rynku. Wyglądało to nieźle. Były widoki na przyszłość w postaci dobrej oferty edukacyjnej.
Niestety nastąpiły zmiany w instytucie, nadzór nad jednostką, która w nazwie ma "neofilologii i komunikacji spolecznej" objęła osoba posiadająca habilitację z mechaniki. Tak, to nie żart, bo dziś nie mam ochoty na żarty. Czasami jak obserwuję zmiany, zastanawiam się nad rezygnacją z uczelni.
Siatki studiów zostały pocięte wg zasad łamiących podstawowe regulacje, zatrudniono kadrę, która nie powinna prowadzić wielu, z obecnie wykładanych, przedmiotów itp.

Dopóki polskie uczelnie nie zrozumieją, że nie powinien liczyć się wskaźnik "naboru na pierwszy rok studiów" - a liczy się, bo za to jest kasa z ministerstwa, ale liczba dobrze wyedukowanych absolwentów, to możemy zastanawiać się stanem nauki w naszej branży (jak zresztą w kilku innych również). Dobre studia to synergia dobrego programu, dobrej kadry, dobrej praktyki, odpowiedniego zaplecza technicznego i szczęścia do zarzadzających.
Niestety dużo racji ma Dominik pisząc o polskich uczelniach jako o tworach publiczno-prywatnych rywalizujących głównie poprzez cenę. Ale w tej kwestii przez jakiś chyba niewiele się zmieni.
Zabrzmiało chyba pesymistycznie, choć zamierzałam tylko zaprosić 'pinicogota' na wykłady do nas. Póki jeszcze mamy "internet pr', bo już niczego nie jestem pewna ;)
pozdrawiam nadmorsko...
-
Gość: JN, chello089076207013.chello.pl
2009/12/15 00:24:38
Nie wierze ze jakość kształcenia specjalistow PR na uczelniach ma wpływ na jakość branży. Po prostu w mojej opinii żadna uczelnia nie powinna kształcić piarowców i tyle. Najlepsi piarowcy to ludzi czujący tentno tej profesji ...zresztą jezeli znajdą się tacy po zaocznych studiach PR w Rzeszowie to ok. Sytuacja toporności rynku wynika z niedojrzałości rynku w ogóle. Edukacja firm w tym zakresie powoli rośnie. W kraju w którym każdy biznes musi zaraz zacząć zarabiać ponieważ może utonąć z powodu podatków, urzędniczej głupoty, donosu sąsiada czy konkurenta powoduje że ludzie inwestują w proste formy promocji.... liczą się proste recepty na biznes...Tak wiem to się zmienia blablabla...OK Druga kwestia to sama jakość usług w branży PR oraz nie proporcjonalność popytu vs podaży:-) Oczywiście wszystko zmieni się kiedy rynek zacznie rosnąć, wzrośnie konkurencyjność w branżach ktore w tej chwili maja monopol na swoje usługi ... będzie więcej kapitału no i większa edukacja klientów ...na razie mimo 20 lat nasz rynek to mały karzełek ... przetrwają najsilniejsi i wytrwalsi, potrafiący się edukować...
-
2009/12/17 13:13:39
Kiedyś nie chciano wierzyć, że medycyny można nauczyć się na uczelni. Wierzono, że tylko szamańska wiedzy przynosi prawdziwe efekty ;)))))
Można na uczelni nauczyć się podstaw i specyfiki zawodu, można brać udział w wiele dających praktykach w realnych agencjach PR lub działach PR firm funkcjonujących na rynku, można aktywnie uczestniczyć w pracy kół naukowych itp itd. Po ukończeniu studiów można dalej chcieć - rozpocząć pracę i wciąż się szkolić, douczać.
Nie twierdzę, że nie można być świetnym PRowcem bez studiów, ale ze studiami - dobrymi studiami - z pewnością jest lżej. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi.
W temacie studiów w Rzeszowie nie czuję się kompetentna, jestem znad morza ;)

Nie należy też oczekiwać, że po studiach, nawet najlepszych, student będzie guru PR. Na to trzeba czasu, wiedzy i doświadczenia. Wiedzę ma szansę już mieć.
Druga sprawa - też uważam, że do PR - podobnie jak do wielu innych zawodów - trzeba mieć smykalkę, to "coś"... Ilu absolwentów to ma? - procentowo pewnie mniej więcej tyle, ile na innych kierunkach. Może dlatego nawet ci, którzy kończą specjalności PR nie są dobrzy, bo to nie jest ich bajka... Zdarzają się wreszcie tacy, którzy kończą 'obróbkę skrawaniem', po czym rzucają dyplom inżyniera i są świetnymi PRowcami. Powraca problem wyboru studiów - ilu młodych jest w stanie dobrze trafić? - stąd pewnie m.in. pomyłki w wyborze studiów, które później przekładają się na np kiepskie studiowanie, kiepskiego absolwenta, kiepską opinię rynku o absolwentach PR itp.
Pozdrawiam nadmorsko :)
-
Gość: JN, ip-213-17-164-70.netia.com.pl
2009/12/17 14:43:52
Nie obrażając Rzeszowa - chodziło mi bardziej o kwestie mnogości studiów 2 letnich 3 letnich 1 rocznych które w nazwie maja PR - i których celem jest tylko forma papieru uzyskanego. Pamiętam jak absolwentowi takie dwuletniego studium w mieście naszym stołecznym na którym wykładali guru PR musiałem pisać notki prasowe ponieważ nie potrafił ich sklecić. OK ale to dygresja faktycznie dotycząca pewnej anomalii. Generalnie chciałem podkreślić ze nie idzie o studia takie czy owakie ale o sam rynek który jest nie dojrzały, ograniczony przepisami, upośledzony podatkami etc I jakkolwiek będziemy bić się w piersi ze czegoś nie wiemy lub klienci sa nie wyedukowani to jednak uważam ze chłodzi o zmiany systemowe - przykład czy ktoś US mógłby tak bezpretensjonalnie próbować zaingerować w sferę prywatności w Internecie jak nasi politycy - dlaczego nikt albo w minimalnym stopniu protestuje przeciwko próbie nakładania kagańca na prawdziwe demokratyczny obszar aktywności społecznej???
-
Gość: aaa, afbs165.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/24 01:26:36
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Wykop
Newsletter
Blip
LinkedIn GoldenLine