|
takie tam, niby o marketingu i internecie, ale coraz częściej też o innych sprawach...
wtorek, 10 listopada 2009
Quo Vadis PR
Zwykle jest tak, że po zakończeniu konferencji czy seminarium wyjeżdżamy. Temat ten przestaje nas interesować po kilku dniach. Zarówno tydzień poprzedzający konferencję jak i dni po jej zakończaniu w naturalny sposób zdominowane są przez oczekiwania względem i wrażenia po. Czasami zdarza się, że organizator rozrzuci tu i tam ankiety oceniające. Co się dzieje z ich wynikami wie już tylko student zliczający naprędce zaznaczone check boxy.
Zwykle tak właśnie jest. Jednak osobiście przywiązany jestem do kilku konferencji, które – choć to dziwne – mogą pochwalić się już jakąś Historią. A to zobowiązuje. Tak właśnie jest z Kongresem Public Relations.
W tym roku po jego zakończeniu (jak zwykle) spisałem na świeżo swoje z niego wrażenia. Można je przeczytać tutaj. Od tego momentu minęło trochę czasu, zdążyłem nawet kilka razy odwiedzić Rzeszów. Ale po co ja to wszystko opisuję? Ano po to, by spróbować zrobić coś z kongresem. Coś co pchnie go w nowe czasy. W obecną rzeczywistość. Chciałbym osobiście aby przestać w końcu mówić o legendarnych już „wycinkach prasowych” z których to podobno rozliczają agencje PR klienci.
Jeśli tak rzeczywiście jest – w co trudno mi uwierzyć – to polska branża PR ma rzeczywiście spory problem. Dlaczego? Ponieważ to anachronizm w czasach nowych mediów. Nie wiem czy i gdzie leży problem, ale osobiście uważam, że PR jako dziedzina powinna być raczej awangardowa w swoich poglądach i działaniach.
I nie chodzi mi oczywiście o to, aby nie wykorzystywać wszystkich mediów w tym i prasy – co ma oczywiście sens w zależności od tego co i w jaki sposób chcemy osiągnąć. Ale o to, aby cała ta branża – od agencji poprzez profesjonalistów PR, nowe małe agencje, klientów małych i dużych spróbowała zawalczyć z rynkiem reklamowym. A idą ku temu dobre czasy. Konsumenci znużeni są reklamą i nachalną promocją. Clutter reklamowy zarówno w sieci jak i na ulicach sprawia, że reklamy nie dość, że mało kreatywne w swojej masie, to stają się zupełnie nie skuteczne. Do tego kryzys na rynku marketingu daje szansę na wykazanie skuteczności działań PR jako alternatywy dla reklamy przy znacząco niższych budżetach (co nie oznacza oczywiście, że przysłowiową złotówkę).
Może o tym właśnie warto zrobić Kongres? A nie o tym jak mają ubierać się PRowcy? Czy o narzekaniu na klientów, że „chcą wycinków”?
No ostatnia rzecz jaka mnie osobiście irytuje odkąd zajmuję się tą dziedziną: zróbmy Kongres (który w moim odczuciu jest emanacja stanu świadomości branży), na którym nie będziemy stawiać znaku równości pomiędzy media relations a public relations. Zajmijmy się istota tej dziedziny a nie jest najwidoczniejszym elementem.
W każdym razie mam zapewnienie Darka Tworzydło, który jest spiritus movens całej idei Kongresu, że Kongres jest otwarty na zmiany i rozwój. Zależy to tylko od tego czy rynek tego chce?
Zwykle jest tak, że po zakończeniu konferencji czy seminarium wyjeżdżamy. Temat ten przestaje nas interesować po kilku dniach. Zarówno tydzień poprzedzający konferencję jak i dni po jej zakończaniu w naturalny sposób zdominowane są przez oczekiwania względem i wrażenia po. Czasami zdarza się, że organizator rozrzuci tu i tam ankiety oceniające (co się dzieje z ich wynikami wie już tylko student zliczający naprędce zaznaczone check boxy). Zwykle tak właśnie jest. Jednak osobiście przywiązany jestem do kilku konferencji, które – choć to dziwne – mogą pochwalić się już jakąś Historią. A to zobowiązuje. Tak właśnie jest z Kongresem Public Relations. W tym roku po jego zakończeniu (jak zwykle) spisałem na świeżo swoje z niego wrażenia. Można je przeczytać tutaj. Od tego momentu minęło trochę czasu, zdążyłem nawet kilka razy odwiedzić Rzeszów. Ale po co ja to wszystko opisuję? Każdy ma dużo pracy i po kongresie wpada w wir pracy. Ano po to, by spróbować zrobić coś z kongresem. Coś co pchnie go w nowe czasy. W obecną rzeczywistość. Chciałbym osobiście aby przestać w końcu mówić o legendarnych już „wycinkach prasowych” z których to podobno rozliczają agencje PR klienci. To dosyć symptomatyczne i chyba już symboliczne. Jeśli tak rzeczywiście jest – w co trudno mi uwierzyć – to polska branża PR ma rzeczywiście spory problem. Dlaczego? Ponieważ to anachronizm w czasach nowych mediów (nowych czasów). Nie wiem czy i gdzie leży problem, ale osobiście uważam, że PR jako dziedzina powinna być raczej awangardowa w swoich poglądach i działaniach. I nie chodzi mi oczywiście o to, aby nie wykorzystywać wszystkich mediów w tym i prasy – co ma oczywiście sens w zależności od tego co i w jaki sposób chcemy osiągnąć. Ale o to, aby cała ta branża – od agencji poprzez profesjonalistów PR, nowe małe agencje, butiki, klientów małych i dużych spróbowała zawalczyć z rynkiem reklamowym. A idą ku temu dobre czasy. Konsumenci znużeni są reklamą i nachalną promocją. Clutter reklamowy zarówno w sieci jak i na ulicach sprawia, że reklamy nie dość, że mało kreatywne w swojej masie, to stają się zupełnie nieskuteczne. Do tego kryzys na rynku marketingu daje szansę na wykazanie skuteczności działań PR jako alternatywy dla reklamy przy znacząco niższych budżetach (co nie oznacza oczywiście, że za przysłowiową złotówkę). Może o tym właśnie warto zrobić Kongres? A nie o tym jak mają ubierać się PRowcy? Czy o narzekaniu na klientów, że „chcą wycinków”? No i ostatnia (choć ważna) rzecz jaka mnie osobiście irytuje odkąd zajmuję się tą dziedziną: zróbmy Kongres (który w moim odczuciu jest emanacja stanu świadomości branży), na którym nie będziemy stawiać znaku równości pomiędzy media relations a public relations. Zajmijmy się istota tej dziedziny a nie jej najwidoczniejszym elementem. Zwłaszcza dlatego, że public relations w swoim założeniu jest znacznie bardziej uczciwe w stosunku do konsumenta niż reklama. W każdym razie mam zapewnienie Darka Tworzydło, który jest spiritus movens całej idei Kongresu, że Kongres jest otwarty na zmiany i rozwój. Zależy to tylko od tego czy rynek tego chce? I czy sam rynek jest otwarty na przyszłość. Pytanie czy komuś chce się w to angażować?
poniedziałek, 26 października 2009
Miała być kolejna nudnawa gala, a wyszło inaczej niż zwykle – bowiem wśród 4 najszybciej rosnących spółek nowych technologii w Europie Centralnej – trzy to polskie firmy. Jesteśmy zatem na pudle. Deloitte organizuje ranking od 10 lat i tyle właśnie rynków europejskich nim obejmuje. Wśród 50 firm w zestawieniu co piata jest polskim biznesem. Poniżej prezentacja z gali udostępniona przez Deloitte. Ciekawe są również wyniki badania prezesów najprężniejszych firm technologicznych. Enjoy. Deloitte Technology Fast 50 CE
View more presentations from Dominik Kaznowski.
A i zapomniałbym – dla osoby, która napisze w komentarzu pod tym wpisem, kto był gościem gali Fast 50 wraz z krótkim opisem tej osoby otrzyma darmową wejściówkę na Forum IAB. Nagroda ufundowana oczywiście przez IAB Polska
piątek, 23 października 2009
Bo były 10 października. Ale cóż - ostatnio nie mam na tyle czasu aby ciągle siedzieć na blogu. Dzisiaj sieć wygląda już inaczej niż jeszcze 3 lata temu, kiedy zacząłem tutaj pisać. Do tej pory na blogu odnotowałem 2984 opublikowanych komentarzy (przybyło ponad 1000 w ciągu roku). Co ciekawe jedna trzecia wszystkich komentarzy ever została dodana mimo znacznie mniejszej ilości wpisów niż w latach ubiegłych - przez ostatni rok uzbierałem na blogu coś około 110 wpisów (970 wpisów od początku istnienia bloga). Czyli ilość nie przekłada się na jakość. W sumie w ciągu tych ostatnich 3 lat blog zanotował około pół miliona wizyt, średnio tygodniowo na blogu jest około 10 tys. odsłon. Zdecydowanym hitem jeśli chodzi miniony rok był wpis o Decathlonie - zebrał blisko 100 komentarzy i z tego co pamiętam kilkadzisiąt tysięcy odsłon w ciągu trzech dni (coś ponad 50 tys.). Niestety, a stwierdzam to raczej ze smutkiem w tym roku było zbyt dużo wpisów interwencyjnych i "narzekających". To smutne dosyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę, to w jaką stronę ewoluują najstarsze social media w Polsce - zgryźliwości i wieszczarstwa (chyba właśnie sam jestem zgryźliwy ;] Pół miliona wizyt w ciągu 3 lat to niewyobrażalna dla mnie liczba. To tak jakby ktoś pół miliona razy w ciągu 3 lat otworzył jakieś drzwi - do kawiarni czy księgarni i coś tam przez chwilę przeczytał, z kimś porozmawiał, kogoś posłuchał. To co optymistyczne, to fakt, że takich blogów jak mój jest MASA. I choć nie rozpalają one umysłów mediów przy publikacji wyników Megapanelu, to w istocie są długim ogonem internetu (razem z innymi nie-mainstream'owymi stronami). Myślę, że zbytnio nauczyliśmy się patrzenia na słupki i zasięgi, a nie zauważamy ludzi dla których sieć jest czymś ważnym. Ludzi, którzy piszą blogi czy rozmawiają na inny blipach, flakerach, wordpressach, bloggerach i pierdyliardzie innych stron. Co z tego, że "z punktu widzenia reklamy" nie ma sensu się tam reklamować. Fuck it. Internet jest dla ludzi. Tymczasem - mam wrażenie - że to firmy i biznesy zdominowały percepcję internetu. To co mnie ostatnio męczy, to powszechne patrzenie na internet z punktu widzenia "modelu biznesowego". Każdy statup jest "zły" jeśli nie ma "modelu biznesowego". A kto powiedział, że w sieci nie mogą powstawać startup'y, których zadaniem nie jest zarabianie pieniędzy tylko robienie czegoś dobrego? Oczywiście pieniądze wiele ułatwiają, ale nie są warunkiem koniecznym do robienia fajnych rzeczy w sieci. Po prostu. I znowu wyszło, że narzekam. Może jednak ktoś to przeczyta i nie zarzuci ciekawego projektu tylko dlatego "że nie ma modelu biznesowego".
czwartek, 22 października 2009
No i stało się, dzień przed czasem dostałem mojego Kindle (wersja International). Pierwsze wrażenia są całkiem pozytywne. Ale do rzeczy. Tak na gorąco:
Podsumowując: wiele opcji jest niedostępnych lub na etapie "Experimental" (jak np. odtwarzanie mp3 czy konwersja dokumentów Office czy PDF) jednak ewidentnie widać, że to będzie rewolucja na rynku wydawniczym podobnie jak to miało miejsce na rynku muzycznym.
Poniżej zdjęcia, kiepska jakość bierze się stąd, że były robione aparatem w iPhone (suxx):
poniedziałek, 05 października 2009
Trwa w najlepsze konkurs na "Najlepszy polski blog firmowy roku 2009". Właściwie to obecnie przyjmowane są zgłoszenia. Niby blogi nie są już modne - teraz modny jest Twitter, ale pracy organicznej nigdy za mało. Dlaczego? Bo warto edukować biznes o tym co to social media is. Bo warto mówić, że witryna firmowa to co najmniej przestarzałe narzędzie w komunikacji firmy w czasach wymienionych powyżej mediów społecznych. I autorzy blogów firmowych to właśnie pokazują własnymi działaniami. Po dwóch tygodniach jest już więcej zgłoszeń niż w ubiegłym roku. Do tego Katalog polskich blogów firmowych rozrósł się już do ponad 100 - zatem zachęcam do czytania i przyglądania się.
Tutaj jest aktualna lista zgłoszeń do konkursu na najlepszy blog firmowy 2009. Tutaj regulamin. a tutaj link do Katalogu polskich blogów firmowych. i ostatni - do wyników z zeszłego roku ;)
czwartek, 01 października 2009
Social media przyniosły rewolucję lub jak kto woli odmieniły sieć. No właśnie. Czy aby tylko internet? Oczywiście, że nie. Ale tego akurat w dużym stopniu nie rozumieją Ci, którzy sami widzą się evangelistami mediów społecznych. Niejedna osoba wylansowała się komentując blogi czy mikroblogując. I jest znana z tego, że jest znana. Nie pozostawia ani jednego wpisu na popularnych blogach bez komentarza, nie przepuści żadnego branżowego tagu na blipie czy innym flakerze. Właściwie nadaktywność w social media to jej praca i czas wolny. Charakterystyką takiej osoby (a raczej emanacja jej intelektu w internecie) jest stała próba udowodnienia innym, że ich działania są bezsensowne i że zawsze można „to coś” zrobić lepiej. Co ciekawe i o czym pośrednio wspomniałem we wstępnie, osobom takim wydaje się (bo nie mogę założyć inaczej), że to co piszą w komentarzach w serwisach czy na blogach branżowych, na blipie czy flakerze jest całkowicie oderwane od rzeczywistości – tej materialnej. Myślą (znowu, nie mogę założyć inaczej), że mogą opluć jakąś firmę, obrazić jej klientów (użytkowników), torpedować jej działania i podsycać bezkarnie niechęć wobec określonych osób lub firm, obrazić zdalnie prelegenta podczas relacji, itp. Tak myślą, (po raz trzeci trudno przyjąć mi inne założenie) bo wydaje im się, że social media to anarchia i równoległa rzeczywistość. Otóż nie. Co ciekawe, analizując wpisy takich osób na blipie, blogach i serwisach branżowych można zebrać całkiem pokaźny zasób cytatów – bo przecież w sieci wszystko zostaje. Pewnie zrobię na ten temat prezentację – może na Forum IAB, aby pokazać całej branży co ich kontrahenci, partnerzy biznesowi, konkurenci i pracownicy wypisują w sieci. Co również nagminnie zdarza się – i do tego właściwie zmierzam w tym wpisie, że owa aktywność soszialmediowa ma miejsce w godzinach pracy i w czasie pracy, co akurat potwierdzają same wpisy, czas lub/i adresy IP. Co smutne brylują w tym pracownicy tych firm, które uważają się za liderów soszialmediowych. Jak widać, to po części prawda. Tylko czy prezes jest tego świadomy? W pewnym sensie taki typ aktywności pracowników świadczy o kulturze firmy. No właśnie. Tyle tylko, że zwykle Hatersi obrażając ludzi, firmy i klientów nie mają świadomości tego (lub olewają to), że:
Myślę, że Hater to odpowiednik Trolla w social media (cwany troll). Trudno go banować, bowiem jego wpisy nie łamią wprost regulaminu serwisu, nie używają również wulgaryzmów, etc. Oczywiście nie oznacza, to że taka działalność nie nosi znamion trollingu. Bowiem i sama definicja IMHO ulega ewolucji. Ponadto jak przystało na zwierze „społeczne” Haters łączą się w stada. Bo fajnie znaleźć innych, którzy łączą się w ujadaniu na cokolwiek „co nie nasze”. Najsmutniejsze jest to, że znam wiele takich osób, które z jednej strony wypisują w sieci co im ślina na język przyniesie, a potem podają innym rękę na konferencjach lub proponują zrobienie dealu. Jednym z uwarunkowań istotnych dla tej kwestii jest sprawa oddzielenia wypowiedzi i poglądów prywatnych od stanowiska i polityki firmy w której taki delikwent pracuje/reprezentuje. Nie wydaje mi się to łatwym zadaniem. Choć tak naprawdę chyba warto wykorzystywać w takich sytuacjach tak zwany instynkt samozachowawczy. Kończąc już ten przydługawy wywód myślę, że warto się opamiętać i zastanowić czy komentarze/wpisy/opinie wygłaszane online równie łatwo wygłosilibyśmy publicznie w realu jak wygłaszamy publicznie online. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Blogi
Blogi agencji interaktywnych
Blogi mediów
Blogi znajomych
Linki
|