sobota, 20 marca 2010

"protecting yesterday is the surest path to never discover tomorrow" (Umair Haque) -

innymi słowy od teraz będzie można mnie znaleźć tutaj: networkeddigital.com

D.

piątek, 26 lutego 2010

Bo chyba o to rozbija się dyskusja, jeśli w ogóle można tak to nazwać. W każdym razie hasła tak ochoczo podnoszone w sieci dotyczą przecież tej wolności -  wypowiedzi, opinii, myśli, działania, wyrażania. Wszystko wolność.

Ktoś w komentarzu napisał, że mój poprzedni wpis był chyba wynikiem wielkiej frustracji. Tak był. Był wynikiem zajebistej frustracji. Jak można nie być sfrustrowanym lub poddawać się innym uczuciom (bardziej skrajnym), kiedy dyskredytacji ulega głos zwykłych ludzi. Jeszcze na dobre media społeczne nie zdążyły okrzepnąć i zacząć reprezentować pełnego spektrum poglądów i opinii a już jej samozwańczy reprezentanci idą na układ z władzą. Jestem niezwykle zawiedziony, a moje słowa biorą się z tego, że owa wolność jest dla mnie czymś ważnym.

Każdy moment jest szansą jej egzekwowania. Na wolność składa się zespół różnych komplementarnych elementów. Nie jest wolnością możliwość wyrażania poglądów w zamknięciu podobnie jak wolnością nie jest możliwość swobodnego przemieszczania się przy jednoczesnej cenzurze światopoglądowej. Te dwie rzeczy (jak i kilka innych) musza iść w parze. Podobnie z przestrzeganiem umowy społecznej – konstytucja określająca wszystkie te zasady została przegłosowana w wyborach bezpośrednich – w referendum konstytucyjnym. Co i tak ma niewielkie znaczenie ponieważ jest nagminnie łamana (i jakoś to nikogo nie razi). Ciekawe ilu obywateli głosowałoby za obecną konstytucją gdyby znalazły się tam zapisy nie o bezpłatnej służbie zdrowia, ale częściowo odpłatnej? Na pewno nie tyle samo (pierwszy przykład z brzegu).

Nastawanie na wolność, nawet w mało znaczących kwestiach nie różni się od tej dokonywanej rękami tyranów. Oczywiście zawsze można tłumaczyć to utylitaryzmem. Ja natomiast nie zgadzam się z tym aby nieudolność państwa w ochronie jednej grupy społecznej odbywała się na drodze odbierania mi moich praw. Miałkość tych dyskusji polega również i na tym, że nikt nie stara się wyjść poza system demokratyczny (czyli jedną z możliwości samoorganizacji społeczeństw), który w miarę rozrostu grup interesów i mnożenia przepisów prawnych regulujących wszystko co możliwe staje się coraz mniej wydolny.

Polskie państwo dzisiaj to luźna federacja urzędów i instytucji finansowanych z jednego worka podatkowego - innymi słowy Polska państwem nie jest lub jeśli nawet to ułomnym. Językiem komunikacji z obywatelem jest biurokracja, a ordynacja wyborcza może zostać zmieniona ze względu na bieżący interes polityczny (ostatnia zmiana za rządów AWS uniemożliwiła stworzenie rządu większościowego SLD). Dzisiaj PO również przebąkuje coś o zmianie ordynacji wyborczej. Dołóżmy do tego najniższy w Europie odsetek spraw, które polski obywatel może załatwić przez internet. To, że ekipa PO jest bardziej sprawna od innych nie zwalnia nas od wskazywania właściwych benchmarków. Tak samo jak nie zwalnia nas od poszukiwania lepszej alternatywny – nawet jeśli to trudne. Zwłaszcza w zakresie wolności.

A to dlatego że, co podnoszono w komentarzach pod poprzednim wpisem media przekształciły się z instytucji kontrolującej władzę w podmioty uczestniczące w grze politycznej i gospodarczej lub po prostu zarabiające kasę na dostarczaniu infotainment’u. Media w Polsce nie pełnią dzisiaj funkcji kontrolnej lub jeśli to robią to ułomnie. A zwłaszcza mass-media. Dzieje się tak za sprawą spadających przychodów firm kontrolujących media – nazywanych koncernami mediowymi. Publicystyka nie przynosi zysków – wyrzućmy ją do niszowego kanału.

Dodatkowym efektem zmian na rynku mediów jest spadająca jakość pracy dziennikarskiej traktowana jako suma. Prawdziwych dziennikarzy, którzy mogą ową funkcję kontrolną pełnić jest po prostu coraz mniej. Zastępują ich redaktorzy i wytwórcy treści zamieszczanych w mediach, co jest wynikiem zasad ekonomii. Mniejsze przychody, większa konkurencja (niska bariera wejścia do biznesu mediowego) = mniejsze pieniądze na zatrudnienie (lub ewentualne procesowanie się) = mniej dziennikarzy.

Dochodzi do tego jeszcze wątek poboczny acz moim zdaniem rzadko w tym kontekście podnoszony. Znaczna część dziennikarzy stała się jednocześnie komentatorami politycznymi – co oznacza głoszenie takich czy innych sądów odnoszących się do światopoglądów czy polityki, a to nie wiąże się już z funkcją informowania masowego odbiorcy. Stali się zatem kaznodziejami tej czy innej ideii – nie powinni być zatem chronieni prawem prasowym. Nie dociekają oni prawdy tylko głoszą poglądy. A to zupełnie inna bajka. Dlatego nie łatwo zdecydować i jednoznacznie wskazać, że bycie blogerem, dziennikarzem, publicystą czy komentatorem wiąże się z tą czy inna funkcją społeczną w danym momencie. Świat stał się bardziej skomplikowany niż wcześniej.

Właśnie po to wspólna baza jaką są prawa obywatelskie powinna być jeszcze mocniej pielęgnowana.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Opary absurdu, woń napalmu i spocone dłonie na webcamie. Tak skończyła blogosfera. Pełen koniunkturalizm. Premier zażyczył sobie debaty i sieciowi rewolucjoniści stawili się karnie w pełnym ordynku, strzelili obcasami i powtórzyli wszystko to, co już na swoich blogach napisali.

Było fajnie, jesteśmy wielcy. Tylko kto dał blogerom prawo do reprezentowania internautów? Sami sobie dali – taka demokracja. Jeśli mają jakiekolwiek prawo - to do reprezentowania geeków.

Jeden establishment dogaduje się z drugim. To takie rewolucyjne. Teraz władza nie dość, że „nie czuje się do końca przekonana” zyskała listek figowy w postaci argumentu „konsultacji społecznych”. Szopka przy pełnych fleszach została odegrana wzorowo, a blogerzy dali się zmanipulować jak dzieci.

No ale poklepanie po ramieniu przez Władzę miłe jest. Może przy okazji da się na reklamie na blogu zarobić i staty skoczą. I gitara.

Tylko co z łamaniem przez rząd podstawowych zasad demokracji? Wystarczy przeczytać listę pytań postawionych w tekście Tomka Grynkiewicza i Rafała Zasunia:

  • Dlaczego rząd zaczął dyskutować o sprawie dopiero pod wpływem nacisków (postępowanie typowe dla reżimów)
  • Dlaczego pod przykrywką ustawy regulującej hazard de facto reguluje internet? (cwaniactwo i pokątne załatwianie rzeczy, zresztą to już kolejna próba – wcześniejsze były utrącane w wyniku protestów społecznych, a rząd obiecywał ich ponownie nie podejmować – zatem kłamał)
  • Dlaczego rząd chce wprowadzić cenzurę? (choć oczywiście będzie mówił, że nie chce, a minister Boni ocenia, że "Polska nie jest Koreą, nie jesteśmy też Chinami" [odkrywcze]. I dalej „ Nawet jeśli w niektórych sprawach popełniamy błędy, to w sferze wolności jesteśmy daleko od tego co robią Chiny” [poczułem się uspokojony] – ciekawe co w ocenie ministra Boniego jest wzorem wolności? Jeśli nie Chiny czy Korea Północna [bo zakładam, że to miał na myśli], to może Boliwia, Libia, a może bliższe wzorce – np. Rosja – może zmierzamy do tak zwanej sowriemiennej demokracji? [czyli w skrócie: władza wie lepiej]). Przyznam osobiście, że tekst pod tytułem „Wiecie, rozumiecie, czasami popełniamy błedy…” brzmi wprost jak z towarzysza Edwarda.
  • Dlaczego rząd chce pozbawić w kwestii wolności obywatelskich prawa do sądu? (prawa konstytucyjnego). Dlaczego? Oczywiście rząd twierdzi, że będziesz miał prawo do sądu. Bez twojego udziału, bez adwokata, wyrok zaocznie. Tylko nie mówicie, że nie jesteśmy sprawiedliwi. Przypominam mi to żywcem metodę opisaną w tekście „Książę ciemności” – kto wie może podczas negocjacji stoczniowych premierowscy ministrowie zainspirowali się bliskowschodnimi wzorcami?

Obecny rząd to technokraci, dla których wolność jest tylko kolejnym narzędziem a nie wartością samą w sobie. Podchodzą do wolności jak do wskaźnika ekonomicznego – ma być jej „w sam raz”. Oczywiście jest to robione w białych rękawiczkach, ale nie zmienia to istoty sprawy, a może czyni ją nawet bardziej odrażającą.

"Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom RP, a dobro ojczyzny i pomyślność obywateli będą zawsze dla mnie najwyższym nakazem".

Co jest dla obywateli ważniejsze – regulacja hazardu czy wolność?

To zresztą nie pierwsza taka sytuacja - przypomnę jeszcze sprawy o których pisałem już wcześniej:

A przypomnę , że to wszystko dlatego, że najbardziej zaufani ludzie premiera z którym tak ochoczo debatowali blogerzy, umoczyli w tak zwanej aferze hazardowej. Bez konieczności wyprania reputacji PO nie byłoby w ogóle dyskusji o ustawie hazardowej, a tym bardziej o obronie tego, co premier sam przysięgał bronić – wolności.

Zawsze mam tą refleksję widząc czy to Pana Schetynę czy Zdrojewskiego podczas lotu samolotem do lub z Wrocławia.

Na poziomie deklaracji nie trudno zgodzić się z premierem. Różnice zaczynają się na poziomie metod. Niestety w kwestii metod rząd ma raczej słabe doświadczenia.

sobota, 09 stycznia 2010

Już od dłuższego czasu zbierałam się aby napisać recenzję obu czytników. Choć ich bezpośrednie porównanie nie jest do końca możliwe ponieważ na Kindle nie ma książek po polsku, a w eClicto po angielsku – można jednak pokusić się o rzut oka na oba rozwiązania. Od razu zaznaczam, że Kindla kupiłem sam z własnej woli, a eClicto udostępnił mi Kolporter do testów (czytnik zwracam). Tutaj są pierwsze wrażenia z zakupu Amazon Kindle i zdjęcia.

eclicto amazon kindle iphone

iPhone, eClicto i amazon Kindle 6''

Generalne wrażenie dotyczące samych urządzeń są takie, że eClicto znacząco ustępuje Kindle pod względem jakości wykonania. Amazon Kindle trzymany w rękach od razu budzi zaufanie: obudowa wykonana z tworzywa wysokiej jakości, a tył z metalu. Nawet kilka upadków czytnika nie powinno mu zaszkodzić. Niestety tego samego nie da się powiedzieć o eClicto – niestety urządzenie prezentuje się dosyć mizernie. Tworzywo z którego wykonano czytnik jest podatne na wygięcia, samo urządzenie jest znacznie lżejsze, a naciskając ręką lub palcami obudowa ugina się. Nie próbowałem, ale upadek z biurka niewątpliwie zakończyłby żywot eClicto.

Niestety sposób wykonania nie budzi zaufania i jest niskiej jakości. Myślę, że jakość i trwałość ma duże znaczenie jeśli z założenia urządzenia te mają charakter przenośny i dedykowane są do wielokrotnego użytku. eClicto jest za to, co najmniej o połowę lżejszy, co może być zaletą podczas trzymania urządzenia podczas czytania.

eClicto

Czytnik eClicto (foto: eclicto.pl)

Kolejna generalna opinia dotyczy stabilności działania urządzeń i czasu życia baterii. Pod tym względem eClicto również ustępuje znacząco Amazon Kindle. Podczas kilkunastu godzin korzystania z obu urządzeń – może za dwa razy podłączałem Kindle do komputera w celu ładowania. Podczas korzystania z Kindle w ogóle nie występuje problem wyczerpywania się baterii. W przypadku eClicto trzeba mieć stale w zasięgu gniazdko z zasilaniem ponieważ nawet 2h korzystania (czytania) potrafi rozładować urządzenie. Ponadto kabel zasilacza sieciowego mógłby być dłuższy ponieważ osoby, które dużo czytają (np. więcej niż 2h za jednym razem) mają istotny problem z zasilaniem urządzenia podczas czytania – kabel zasilacza jest zbyt krótki. Dodatkową wadą urządzenia jest częste zawieszanie się (1-2 razy na sesję czytania książki), co wymusza na użytkowniku konieczność „twardego” resetu sprzętu. eClicto ma tendencję do zawieszania się zwłaszcza przy niskim stanie baterii. W przypadku Kindle nigdy nie spotkałem się z problemem „zawieszenia” urządzenia.

Trzecią i najbardziej istotna różnicą pomiędzy urządzeniami jest niemożność kupowania książek w eClicto z poziomu urządzenia – chcąc nabyć nową pozycję trzeba podłączyć się kablem do komputera z dostępem do sieci i zainstalowaną aplikacją eClicto. Oznacza to ni mniej ni więcej, że cały czas trzeba mieć przy sobie notebooka i dostęp do sieci. W Kindle, nawet w Polsce można wejść w opcję „Shop In Kindle Store” i po prostu wybrać sobie coś z księgarni.

Podsumowując obszary, które można w urządzeniach w mojej ocenie bezpośrednio porównać wynik 3:0 na rzecz Kindle. W tym miejscu zaczynają się jednak już różnice w podejściu do oceny urządzeń i usług przez nie oferowanych.

Co oferuje Kindle i eClicto:

  • czytniki są jednocześnie odtwarzaczami MP3, co umożliwia jednoczesne z czytaniem słuchanie muzyki
  • umożliwiają wgrywanie własnych plików, mogą więc pełnić rolę readerów nie tylko pozycji sklepowych, ale i własnych dokumentów lub pełnić w razie konieczności rolę dysku na dane
  • oba urządzenia zapamiętują miejsce zakończenia czytania


Co ma tylko Kindle:

  • zewnętrzną klawiaturę ułatwiającą dodawanie notatek lub sufowanianie po internecie (w Polsce niedostępne ze względu na brak umów z operatorami)
  • przeglądarkę internetową
  • możliwość prenumeraty gazet i czasopism
  • Kindle ma również wersję na iPhone zintegrowaną z kontem na Amazon
  • możliwość zaznaczania fragmentów tekstu i dodawania notatek oraz tworzenie listy zakładek
  • opcję „text to speech” umożliwiającą słuchanie książek czytanych przez lektora (bot dosyć dobrej jakości)
  • około 340 tysięcy dostępnych pozycji książkowych


Co ma tylko eClicto:

  • slot na kartę pamięci SD, co daje możliwość tworzenia sobie zewnętrznej biblioteki książek
  • wraz z urządzeniem otrzymuje się 100 darmowych książek
  • kilka tysięcy pozycji książkowych (nie znalazłem precyzyjnej informacji na stronie) licząc z możliwością wczytywania książek w formacie EPUB


Ceny:

  • Amazon Kindle w wersji 6 calowej kosztuje 259 dolarów (około 750 zł)
  • eClicto kosztuje 900 zł, jednak książki w księgarni eClicto są znacząco tańsze niż na Amazon – co po zakupie 3-4 książek rekompensuje różnice w cenach urządzeń.


Résumé:
Tak naprawdę o Amazon Kindle napisano już dużo na anglojęzycznych blogach.  O eClicto jeszcze się zbytnio nie pisze w polskiej sieci dlatego skoncentruję się raczej w podsumowaniu na naszym rodzimym produkcie i przyszłości e-booków (zwłaszcza, że sam opublikowałem swoją książkę za darmo w internecie).

Sklep eClicto

Choć jak wynika z powyższego wpisu czytnik eClicto znacząco ustępuje pod względem funkcjonalnym, jakościowym oraz oferty Kindle to i tak w moim odczuciu stanowi przełom na rynku wydawniczym w Polsce. Niewątpliwie Kolporter ma dużo pracy przed sobą i to zarówno w obszarze udoskonalania samego urządzenia, oprogramowania jak i rozbudowy oferty czytelniczej. Na pewno zaletą była by analogiczna do Kindle możliwość kupowania gazet i czasopism (choć należy przyznać że w ofercie Amazon nie ma jeszcze zbyt dużego wyboru tego typu pozycji, a dużo zależy w tym zakresie nie od dystrybutorów, a od wydawców).

W moim odczuciu niezwykle istotnym jest „odcięcie” czytnika od komputera, tak aby urządzenie mogło funkcjonować niezależnie (możliwość kupowania książek z poziomu readera), choć nie jest to warunek konieczny dla sukcesu przedsięwzięcia (to raczej kwestia przyszłości). Dzisiaj eClicto to nowy sposób czytania i dostępu do książek, ale wciąż oznacza on przywiązanie do konkretnej lokalizacji. E-book w obecnym polskim wydaniu polega na czytaniu elektronicznych stron już nie na ekranie komputera, ale na dedykowanym wyświetlaczy na fotelu w salonie i to należy uznać za istotną zmianę. I choć komfort czytania nie jest jeszcze porównywalny z tradycyjną książką (zbyt mały kontrast, a ekran pomimo matowej powierzchni i tak odbija światło od lampki) eClicto ma swoje zalety. Szybkość działania jest zadowalająca, a zapamiętywanie miejsca odłożenia e-booka pozwala czytać kilka tekstów jednocześnie. Można również dostosować wielkość czcionki do wymagań odbiorcy. Urządzenie jest raczej łatwe w obsłudze i lekkie (co jednak odbija się na trwałości czytnika).

Generalna ocena eClicto jak na mój gust, biorąc pod uwagę, że to pierwsza wersja urządzenia to 3+ (w starej skali szkolnej – od 2 do 5).

Na zakończenie wspomnę tylko o tym, że strona internetowa eClicto nie obsługuje przeglądarki Google Chrome (screen) oraz to, że dział PR Kolportera podczas kontaktów ze mną w sprawie testów eClicto postępował według wszelkich reguł sztuki ,co się chwali bo to wciąż rzadkość na naszym rynku. Pierwszy raz zdarzyło mi się recenzować cokolwiek, ale zrobiłem to dlatego, że temat interesuje mnie od dawna.

eClicto Chrome

P.S.

Jak widać poniżej z FF też sobie strona eClicto nie radzi ;]

eClicto FF

piątek, 18 grudnia 2009

W tym roku w nieco innej formie. Jednak zdecydowałam się w taki właśnie sposób podsumować rok, ponieważ rzadko kiedy powracamy tak naprawdę do informacji z początku czy połowy roku, a po drugie wydaje mi się, że warto utrwalić cześć opinii rynkowych wygłoszonych w A.D. 2009, bez względu czy są zgodne z pierwotnym założeniem autora ;D

Tak czy inaczej starałem się odzwierciedlić w poniższym zestawieniu przede wszystkim atmosferę polskiej branży online - taką jaka jest ;) Zatem znajdziecie tam wszystko co z jakiegoś powodu wydało mi się istotne. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak nie wygląda.

Koniec roku sprzyja rozmyślaniom i myślę, że mały dystans do mijających miesięcy wszystkim nam się przyda. Zwłaszcza, że jak sądzę wszystkie media branżowe podejdą do tematu typowo, publikując wypowiedzi gadajacych głów. Zresztą znaczna część tych cytatów pochodzi z mediów branżowych właśnie, zatem to również podsumowanie dla tego, co wytworzyły w mijającym roku...

Enjoy.

Powiadomienia o wpisach

środa, 16 grudnia 2009

Właściwie to tak zwana ustawa hazardowa powinna zmienić nazwę na ustawę internetową. A raczej ustawę o ograniczeniu praw obywatelskich. Bo w istocie takie zmiany są obecnie szykowane w polskim prawie. I do tego bez żadnych konsultacji społecznych, bez zaciągnięcia opinii organizacji branżowych i społecznych, a sama nowelizacja jest pisana po nocach, publikacja w Dzienniku Ustaw odbywa się z piątku na poniedziałek. Czy czegoś Wam to nie przypomina?

Teraz możecie jeszcze spokojnie komentować na tym blogu. Jednak już za parę miesięcy może się okazać, że jak mój wpis, albo Wasz komentarz nie spodoba się jakiemuś urzędnikowi to może żądać od właściciela tej platformy, czyli Agory ujawnienia kim jesteście, co komentowaliście, kiedy, jakie strony odwiedzacie. Jeśli to im nie wystarczy, poproszą o wasze maile. Bez zgody sądu. Nawet nie będziecie o tym wiedzieć.

A i zapomniałem dodać, że będzie się to odbywać poza jakąkolwiek kontrolą.

Przypomina mi się Monthy Python. A może zapomniałem co to znaczy „partia liberalna”? W każdym razie obecna ekipa ma duże szanse w branży kabaretowej.

Właściwie to nie chce mi się o tym pisać.

Przypomnę tylko jak rząd Tuska traktuje internautów, wnioski możecie sobie sami wyciągnąć, przy okazji kolejnej kampanii wyborczej. Pokazuje to stan mentalny polskich polityków. Z sieci korzysta ponad połowa Polaków i niemal wszystkie polskie firmy. Najlepiej to wszystko, co zbudowali sami internauci i przedsiębiorcy wyrzucić do kosza. Mamy przecież za mało problemów ze strony Państwa w rozwoju nowych technologii i nowoczesnego biznesu w Polsce - trzeba dołożyć nowe. Ale dzięki temu nowymi Chinami nie będziemy, no chyba, że w obszarze cenzury.

 

Podsumowując całą sytuację można tylko tak (bardzo bliskie moich wyobrażeń o korytarzach Rady Ministrów):

Powiadomienia o wpisach

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 163
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Dominik Kaznowski
Wykop
Newsletter
Blip
LinkedIn GoldenLine